Odzyskane dziedzictwo ? (1)

Odzyskane dziedzictwo. O sztuce polskiej lat 80. – taki był temat dwudniowej sesji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, której miałem okazję częściowo się przysłuchiwać. Właśnie przysłuchiwać się ,a nie uczestniczyć, np. zabierając głos i częściowo, bo nie sposób było wytrzymać na wszystkich kilkunastu referatach i to bez przerwy na papierosa chociażby.Zresztą plon sesji ma być wydany w specjalnej publikacji, więc mam szanse go sobie przyswoić.

Ściągnęła mnie w nowoczesne progi przy ulicy Pańskiej dzika wręcz ciekawość, co też to ambitne towarzystwo gromadzące się wokół powstającego Muzeum chce odzyskiwać? Jakie, czyje dziedzictwo? Odzyskane, to znaczy w czyim teraz władaniu pozostające? Odzyskane, czyli komu przedtem z zawłaszczenia wydarte, względnie drogą np. perswazji a może kupna – przejęte? Odzyskane – kto lub co odniósł/odniosło z tego odzyskania korzyść.

Jak można  było się spodziewać, mało prawdopodobna była ludzka odpowiedź. Coś tam co prawda bąkano o pamięci ,ale pamięć to otchłań ,z którą wszystkie porządki rzeczy na tym najlepszym ze światów mają swoje porachunki, a sztuka jest tylko drobiną…

Dotknę więc jedynie przy okazji i na marginesie kilku wątków. Pierwsze primo to bałagan. Brak punktualności to u nas norma. Odstępstwa od programu takoż. Mimo wszystko zaskoczyła mnie jednak w gronie kilkudziesięciu obecnych familiarność (niemal wszyscy byli z sobą po imieniu, referenci i słuchacze, co po paru godzinach dopiero pozwoliło się zorientować że Ziuta czy Felek to nosiciele słynnych nazwisk, których eseistykę z szacunkiem czytam), a przede wszystkim absencja artystów. A przecież temat był sensacyjny – o sztuce polskiej lat 80. Wydawało mi się, że powinno tu być właśnie od nich tłoczno. To na ich ciałach dokonywano przecież dwudniowej wiwisekcji. Od tamtych czasów nie wszyscy wymarli, a mieli wtedy na ogół po ok.25 lat.  (Ja 50). Spotkawszy tu jednak mimo wszystko artystę, Mirosława F. (wtedy25), na pytanie ,co mnie tu sprowadza, odpowiedziałem, że nadzieja na delektowanie się ,jak się tu będzie kłamało o sztuce lat 80. Bo, że będzie ,to jasne. Chodzi jedynie o jego jakość, czy tego kłamania będzie mniej czy więcej.

Po drugie primo – ciekawiły mnie szczególnie : prowadzenia profesora Baraniewskiego ale miałem pecha bo pierwszego dnia nie miał czasu i sobie poszedł, a drugiego dnia jakoś się nie rozkręcił, a przede wszystkim referaty; „Co słychać” – Andrzej Bonarski i jego działalność wystawiennicza w latach 1986-1991, „Bez przysłowiowej pompy„. CSW i inne przypadki mecenatu państwa, Janusz Bogucki – polski Szeemann.

Co tu owijać w bawełnę – w latach 80. (a i wcześniej) odgrywałem w kształtowaniu obrazu polskiej sztuki pewną rolę. Problematyka sztuki tego czasu szczególnie mnie obchodzi i to ona ściągnęła mnie w gościnne progi obiektu przy ulicy Pańskiej.  To w końcu ja, zbiegiem okoliczności zapewne, spełniłem rolę symbolu zniewolenia i opresji,a w rezultacie kozła ofiarnego,  dostępując niewątpliwego zaszczytu, po rozgromieniu komuny, wraz z całą moją redakcją SZTUKI zostać wyrzuconym na zbitą mordę na bruk z Zamku Ujazdowskiego przez subtelnego estetę i nowatora, apostoła sztuki biednej Wojciecha Krukowskiego, który wreszcie objął etat DYREKTORA Centrum Sztuki Współczesnej.Mimo wszystko jednak, treść referatu  o CSW i mecenacie ludowego państwa, a zwłaszcza jego wymowa zdziwiły mnie – te dwudziestoletnie starania hordy czynowników głupiej komuny ,by zaprojektować i doprowadzić do zbudowania Zamku Ujazdowskiego z przeznaczeniem dla polskiej sztuki współczesnej,a w istocie dla pana Krukowskiego jako jej uosobienia, to dobrze czy źle ? ! Referent Karol Sienkiewicz „obiektywizował” jak mógł i w warstwie dokumentacyjno-historycznej był być może tego bliski, ale przecież ton i klimat każdego niemal zdania jego wypracowania kierowały do poetyki i enuncjacji lustracyjnych Antoniego Macierewicza. Gratuluję!

Z kolei kuriozalny wykład – laudacja wygłoszona przez Łukasza Gorczycę ku czci Andrzeja Bonarskiego jest czymś wyjątkowym i niespotykanym.   cdn

                                                              Andrzej Skoczylas