Pani Minister…

W „Gazecie Wyborczej” (13 bm.) Roman Pawłowski w KULTURA JEST KOBIETĄ, dzieli skórę na niedźwiedziu. Tak chyba należy rozumieć,  spekulowanie, gdy niedźwiedź jeszcze w polu, kto obejmie resort po odejściu do wyższych stanowisk ministra Bogdana Zdrojewskiego. Uważa, że powinno się  powierzyć  resort kobiecie, menedżerce. Można i tak, choć na miejscu autora byłbym ostrożniejszy. bo chcąc dobrze – ufetować ministerialnym tytułem i stanowiskiem  podziwiane przez siebie panie, robi im niechcący niedźwiedzią przysługę (by już pozostać przy tej metaforze). A to z następujących  powodów:- minister kultury i  dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski, niczego godnego uwagi w swym resorcie nie dokonał ,ale też niczego nie zepsuł, co już jest sztuką. Przetrwał na marginesowym odcinku bez guza, nie licząc zwichniętej nogi w swoim domu, po to by zająć wreszcie jakieś poważne, na jego miarę, stanowisko. Wniosek – funkcja ministra kultury to nie takie znowu mecyje – można więc powierzyć je paniom w imię poprawności politycznej, oczywiście.

Była taka słynna przedwojenna komedia z Tolą MankiewiczównąPani minister tańczy„. Rzecz dzieje się w fikcyjnym państwie, w którym pani minister ma do spełnienia misję uzdrowienia obyczajów i umoralnienia wszelakich stosunków… Jak się domyślamy wszystko kończy się kupą śmiechu, a powiedzenie – PANI MINISTER TAŃCZY, zyskało nieśmiertelne powodzenie. Być może wynikało ono z męskiego seksizmu, na którym dziś można zwichnąć sobie karierę, ale też chyba nie za bardzo nadaje się na feministyczne sztandary. A Roman Pawłowski częstuje nim – tytułem Minister – chyba bez umiaru m.in. pp. Joannę Kiliszek, Agnieszkę Morawińską, Joannę Mytkowską, Andę Rottenberg, Bognę Świątkowską, które już dziś pełnią ciepłe przecież i pełne najwyższego prestiżu posady menedżerek, dyrektorek muzeów i galerii, kreatorek i arcykoordynatorek największych przedsięwzięć kulturalnych w skali krajowej i światowej.

Mógłbym i ja (gdybym nie miał litości) do tej brawurowej listy dorzucić kilka, a może i więcej, nazwisk a propos, jak np. dyrektorki Zachęty p. Hanny Wróblewskiej, krakowskiego MOCAKu p.Maszy Potockiej. A p. Marta Tarabuła ? Niestrudzona propagatorka sztuki prawdziwie zaangażowanej, szefowa krakowskiego Zderzaka?! Mógłbym nazwiska wymieniać dalej, gdyby to wypadało, jak np. p. Anety Szyłak, wybitnej krytyczki i menedżerki,Niny RozwadowskiejCiołek, prawdziwej pionierki rynku sztuki w Polsce, nie mówiąc już o p. Monice Małkowskiej, wybitnej ekspertce „Rzeczypospolitej” i całej Rzeczypospolitej.

Nie wspomnę też o parnasie naszej kultury – środowisku „Krytyki Politycznej”, której obok Sławomira Sierakowskiego chlubami są przecież prof. Magdalena Środa, Kinga Dunin, Kazimiera Szczuka, czy z innej parafii , słynna prof. Magdalena Staniszkis, a którym przed tytułami naukowymi, dodatek Pani minister mógłby zrobić stosunkowo najmniej krzywdy… A mamy jeszcze odwody! Yael Bartana ! Niektórzy mówią, że jej produkty artystyczne to błazenada (z naciskiem na żenada) lecz zdania są podzielone. Mogła pani Fotyga być ministerką spraw zagranicznych RP, a pan Palikot być posłem i liderem ruchu popierania siebie, można i z p. Bartaną poeksperymentować dalej…

W ostatniej „Polityce” Daniel Passent po raz enty, pięknie i nostalgicznie opiewa elity żoliborskie, które ,tak się składa, stanowiły szpicę elit kulturalnych i artystycznych naszego kraju drugiej połowy XX wieku. Natrafiłem tam na nazwiska dwóch moich elitarnych, starszych koleżanek z pracowni E. Eibischa w warszawskiej ASP; Krystyny Cierniak(ur.1935)-Morgenstern i Danuty Orzeszko(ur.1937)-Bałuk. Obie przez swe doświadczenia życiowe, a przede wszystkim osiągnięcia twórcze swoich mężów, mogą śmiało być rozważane jako odpowiednie kandydatki do objęcia osieroconego przez ministra Zdrojewskiego stanowiska. Zarówno jedna jak i druga wniosłaby do stylowego pałacu przy Krakowskim Przedmieściu wreszcie, namacalnie, kulturę i sztukę z prawdziwego zdarzenia.

PS. Z ostatniej chwili: minister Zdrojewski powiedział, że nigdzie nie odchodzi, na obecnym stanowisku ma dużo jaszcze do zrobienia i w ogóle mu się ono podoba i w swej roli świetnie się czuje.

No i co, redaktorze Pawłowski, nie mówiłem o dzieleniu skóry na niedźwiedziu? Choć ja też się podzieliłem.

                                                                                               Andrzej Skoczylas


Odzyskane dziedzictwo ? (2)

 

Andrzej Bonarski zachował się przytomnie – wobec czołobitnej mowy godnej uroczystości noblowskich i to wygłoszonej mu „w nos” przez gniewnego i znanego z bezkompromisowości i niezależności krytykazasłonił się autoironią. Sprowadził opiewaną przez Łukasza Gorczycę wystawę „Co słychać” do właściwych wymiarów; manifestacji wolnego rynku sztuki w Polsce Ludowej, który on Bonarski, z własną stratą finansową, uruchomił. A następnie się do niego zniechęcił. (Gdyby Łukasz G.troszkę się lepiej przygotował,z łatwością sięgnąłby po SZTUKĘ numer 3 z 1988 roku, a w nim to wszystko niemal ćwierć wieku temu Bonarski z grubsza wyłożył, a przy okazji by się co nie co dowiedział i o podziemiu i o niezależności i o walce z reżymem itp). 

Z kolei w studium mojej  faworytki, Doroty Jareckiej, doczekałem się wielce pożytecznego naświetlenia postaci Janusza Boguckiego. Jego drogi od szefowania  Klubowi Międzynarodowej Książki i Prasy do przedsięwzięcia „Znak Krzyża” czy „Epitafium i siedem przestrzeni„. Do ucieleśnienia sztuki jako ideału poprzez medytacje, mistycyzm,duchowość. Reszta jest marnością (wraz z takimi „ułomnymi”, a ukochanymi  niegdyś przez Boguckiego artystami, jak Kantor czy Opałka, którzy jednak za wszelką cenę chcieli pozostawić swój ślad na ziemi).

Inne pozycje sesji już pominę, bo przyznaję, nie chciałem się denerwować i nie wiem ,jak przebiegała np. dyskusja panelowa wśród samych swoich pod kuratelą Andy Rottenberg. Dotychczas wydawało mi się, że do takich dyskusji dobiera się uczestników, którzy reprezentują choć nieco zróżnicowane, nie mówię już odmienne stanowiska czy poglądy. Z „innych parafii” a nie tylko własnej -Andy Rottenberg i tutti quanti.. Ale to ,zdaje się, płonne nadzieje…

Ze tak jest przekonałem się, oglądając wreszcie na kanale Kultura w TVP film „Zamach” Yael Bartany, reprezentujący nas na tegorocznym weneckim biennale. Uciekłem przed Andą R. z MSN by wpaść na nią jako spiritus movens „Zamachu”. Film jest niezwykle słuszny w swym przesłaniu, głęboko humanistyczny, odwołujący się do najwyższych wartości. Cóż, tyle że budzący zażenowanie nachalnością ich prezentowania i nieudolnością warsztatową, prymitywizmem roboty filmowej – w efekcie śmiertelnie nudny. I nie ratuje go wyszukane aktorstwo Andy Rottenberg wygłaszającej kuriozalny ” skrót myślowy”, idącej tu w konkury z Heleną Modrzejewską. Może błędem realizatorów było niezaangażowanie do filmu np Nelly Rokity, bo tylko ona z właściwą sobie ekspresją miałaby szansę unieść i uwiarygodnić problematykę „Zamachu”, nie mówiąc już o walorach estetycznych jakie wszędzie wnosi. Tak, ale wtedy mogłaby przyćmić Andę R., a nie o to przecież chodziło.

Nie oglądałem jeszcze tegorocznego Biennale i tego co zrobiły w pawilonie polskim pp. Yael B. i Anda R. i jaka jest publiczna recepcja ich krzątaniny, gdy przyćmiło wszystko otwarcie w berlińskim Martin Gropius-bau wielkiej wystawy Polska – Niemcy.1000 lat historii w sztuce. Autorka – Anda Rottenberg. Osiemset obiektów, od św. Wojciecha i kielichów mszalnych do Mirosława Bałki i Yael Bartany, pomijanie czy akcentowanie Powstania warszawskiego, daje pewne wyobrażenie o ogromie i złożoności problematyki, z którą mógł się zmierzyć tylko tak wszechogarniający umysł jak „krytyka, historyka sztuki, menadżera i pisarki” Andy Rottenberg. Ano zobaczymy, bo jako wystawa tysiąclecia potrwa do 2012. i będzie ją jeszcze można obejrzeć by wnieść własną wizje złożonych stosunków polsko-niemieckich.Np. powstała na wystawę klatka Kozakiewicza, a mogłaby powstać np instalacja upamiętniająca słynną krzywdę posła Jana Marii Rokity w samolocie Lufthansy – „Ratunku !!! Niemcy mnie biją !!!”. Czy wariacje prezesa Jarosława Kaczyńskigo na temat jego wiedzy o Angeli Merkel czy polskojęzycznych dziennikarzy TVN24. Bo to, że nie znalazł się tu obiekt młodego niemieckiego plastyka Marcela Waldorffa, Policjantka.. nie dziwi mnie, tak jest poprawny, że aż nieciekawy

                                                                      Andrzej Skoczylas

                    POLICJANTKA SIKA PO KĄTACH      Marcel Waldorff, Niemcy, 2010.