Głośno o tych, co krzyczą. Zwłaszcza na ulicy. Próbują do nich dołączyć ci, którzy w ogóle nie mieli pojęcia, za czym głosowali i w sejmowej komisji i w parlamencie europejskim, czyli politycy od prawa do lewa oraz ich przywódcy, licytując się teraz z protestującymi w decybelach oburzenia. Jarosław Kaczyński, Jacek Kurski ( który w Brukseli głosował za), Beata Kempa, Janusz Korwin-Mikke, Janusz Palikot, Anna Grodzka itd. itp. Oczywiście rządząca większość albo nadal się dziwi, albo nabrała wody w usta, choć czuje się z tym mało komfortowo, bo też chciałaby włączyć się do pochodu internautów i sobie z nimi pokrzyczeć. Dziwnie zachowuje się SLD, którego przedstawiciele w Unii głosowali jako jedyni przeciw ACTA, ale nie wiadomo, czy w wypracowaniu tego stanowiska socjalistów i socjaldemokratów mieli jakiś udział, czy tylko podnieśli ręce. Ułatwili tym samym decyzję brukselskiej ekipie prawicy, która, jak wybąkał Kurski , nie mogła przecież głosować jak „komuniści”. Manifestujący, całej tej sforze, meldującej post factum swoją gotowość do krzyku, nie dali zabłysnąć na swoim tle. I słusznie, bo ci mężowie stanu nawet jeśli nie nauczą się pisać ustaw, niech spróbują choćby czytać je ze zrozumieniem!
Zabrała też głos przedstawicielka ambasady amerykańskiej, sprawdzając telefonicznie kworum podczas posiedzenia sejmowej komisji innowacji i nowych technologii, która przyjęła dezyderat wzywający premiera Tuska , by wstrzymał się od podpisania ACTA. Cóż za dyskretna interwencja !
ACTA nie podoba się rzecznikowi praw obywatelskich i szefowi GIODO , proponują dalsze konsultacje. Nawet premier Tusk zapowiedział , że jeśli ACTA ostatecznie nie będzie w naszym guście, to z ratyfikacji nici.
Ze swojego prawa do milczenia nie rezygnują jednak główni beneficjenci, wmawiający światu pilną konieczność cenzurowania i skomercjalizowania internetu oraz powołania specjalnych służb, śledczych: korporacje działające w show biznesie i popkulturze, amerykańskie koncerny audiowizualne, wytwórnie filmowe, wielkie firmy wydawnicze, które swoją nienasyconą chciwość chętnie zaspokajałyby także w internecie. Bo przecież polscy właściciele praw autorskich – oraz Zbigniew Hołdys, którzy – jako jedyni ACTA poparli- to przy nich żabki, którym wydaje się, że – gdy konie kują- można wystawić także swoje nóżki.
Dlaczego milczą inicjatorzy tego „handlowego porozumienia”? Ano dlatego, że ci nic nie znaczący internauci jednak się zbuntowali. Jest ich na świecie sporo i, nie daj Boże, mogą jeszcze zbojkotować świątynie rozrywki, których prawdziwi autorzy ACTA są dostawcami lub właścicielami: markety i hipermarkety, kina, megakoncerty albo „wiodące” marki. A to już byłoby bardzo nieładnie!
joanna s.

