W środę ,28 lutego w duńskim muzeum sztuki współczesnej, lepiej znanym jako Louisiana rozpoczął się występ w polskich barwach izraelskiej artystki wideo Yael Bartany. W tym samym repertuarze, jaki był proponowany w „zdekomunizowanym przeze mnie” – jak mawia Anda Rottenberg – pawilonie Polonia podczas weneckiego Biennale w ub.r. Pewną sensacją dla polskich artystów, turystów i żurnalistów, którzy tam się zjawili, było umieszczenie na frontowej ścianie tego klasycyzującego budynku białego orła w koronie zwieńczonej gwiazdą Dawida. Miało to wstrząsnąć Europą!
Nastąpiła więc powtórka z wątpliwej rozrywki, ponownie finansowana przez polski budżet, tym razem Instytut Mickiewicza i polską ambasadę w Kopenhadze. Rozumiem, że chodzi tu o ostatnią chyba atrakcję związaną z polską prezydencją w Unii. Jakoś w naszej prasie nie natrafiłam na żaden news na ten temat. To trochę dziwne, bo przecież każdy „sukces”, nawet taki zorganizowany za własne pieniądze, jest u nas obcmokiwany w nieskończoność.
Pisałam już co nieco o tym wydarzeniu,gdy artystka je przygotowywała. W samej Wenecji poza naszymi rodakami dzieło nikogo nie zadziwiło ani nikim nie wstrząsnęło, bo nie takie rzeczy tam oglądano i wzruszano ramionami. Duńczycy, jak sądzę po przeczytaniu nadesłanej przez Louisianę informacji o tym przedsięwzięciu, są nieco nim zdziwieni i wystraszeni. Sprawiają wrażenie, jakby w ogóle nie rozumieli, o co chodzi w tym przedsięwzięciu. Wykpiwają się takimi ogólnikami jak: „prace Bartany to opowieść o orientacjach i ruchach politycznych, których często tragicznym pomnikiem stał się XX wiek”, lub „prace Bartany obracają się wokół problemów tożsamości, mitu, religii i polityki”. Czyli coś tam coś tam, ale nie wiadomo co.
„Polska trylogia” to, jak informuje duński kurator eventu, opowieść o „Ruchu Żydowskiego Odrodzenia w Polsce’, który to ruch „ma na celu powrót 3,3 mln Żydów do Polski”. Kurator bierze to wszystko całkiem serio i dosłownie. Bo w Danii z Holokaustu się nie żartuje. Pierwszy film- relacjonuje- rozpoczyna się od przemówienia na pustym stadionie w Warszawie, następny towarzyszy budowie pierwszego kibucu w samym środku miasta, tam gdzie niegdyś było getto ( tak, jak gdyby miały potem powstawać następne – przyp.mój), wreszcie „Zamach” przenosi widzów na państwowe uroczystości żałobne zamordowanego przywódcy ruchu. Podczas tej ceremonii wypowiadają się różne osoby, od Sasa do lasa, każda mówi tylko o tym, co ją interesuje. Są wspomnienia mieszkających w Izraelu dzieci ofiar Holokaustu i bałamutny zarys historii stosunków polsko-żydowskich. W poprzednich dwóch filmach, przypomina się przedwojenne dzieje ruchu syjonistycznego, powstanie państwa Izrael, totalitarną retorykę nazizmu i komunizmu, i oczywiście polski antysemityzm i nacjonalizm. I to wezwanie: wracajcie!
Nie mam pretensji do Yael Bartany za nakręcenie tej „trylogii”. Ona sama wystąpiła przed weneckim Biennale na konferencji prasowej w Warszawie i zrobiła na mnie dobre wrażenie (filmów wówczas nie pokazywano). Sama nie mieszka w Izraelu, bo nie życzy sobie państwa wyznaniowego, nie podoba się jej traktowanie ludności palestyńskiej, stawianie murów odgradzających Izrael od autonomii. Nie cierpi cenzury w sztuce. Przyznała, że o historii Żydów polskich pojęcie ma małe. Ona została wynajęta czy – jak kto woli- zaproszona do zrealizowania pewnego scenariusza. Będącego „próbą” przezwyciężenia stereotypu „polskiego antysemityzmu”. A także , a może przede wszystkim, popisem niewiarygodnej megalomanii paru osób, w tym Sławomira Sierakowskiego, który odgrywa w dziele główną rolę męską, wcielając się w postać tolerancyjnego przywódcy, wzywającego na pustym stadionie Żydów do powrotu do Polski, a potem staje się ofiarą szowinistycznego zamachu. To przy jego zwłokach na dzisiejszym Placu Piłsudskiego odbywa się pompatyczna ceremonia pożegnalna, podczas której Anda Rottenberg wygłasza, dramatyczną w tonie, ale całkiem dowolną w treści impresję na temat stosunków polsko-żydowskich, przypisując pojawienie się w Polsce antysemityzmu zaborcom, a w szczególności Rosji.
Zastanawiałam się, dlaczego ten spektakl w trzech odsłonach tak bardzo mnie uwiera. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że tym, co mnie najbardziej razi, co jest dla mnie w nim najbardziej niestosowne i bolesne, i to najprawdopodobniej wbrew intencjom autorów, jest wezwanie trzech milionów Żydów do powrotu do Polski.
Przecież oni nigdzie nie wyjechali, nie wyemigrowali. Oni tu zostali. Polska jest ich cmentarzem. Podobnie jak miejscem męczeńskiej śmierci dziesiątków tysięcy ich braci i sióstr, przywiezionych tu w bydlęcych wagonach. To nie jest temat na taką pseudobłyskotliwą, a mówiąc wprost, prostacką „metaforę”, jaką nam zafundowano przy pomocy nieświadomej tego, co czyni, Yael Bartany.
joanna s.



