Prasa-ciemność widzę, ciemność

Znika drukowany „Newsweek”. W Stanach, jeszcze nie u nas. Choć, gdyby zniknął i u nas, nic by się takiego nie stało. Bo to towarzystwo nie ma o czym pisać! Lemingi jako temat nie mogą wypełniać połowy numeru, tym bardziej że cały staff składa się tam z lemingów. Być może trochę pomieszanych ze słoikami (też lemingi, tyle że przyjezdne). Czyli o lemingach z punktu widzenia lemingów. Cóż można wymyślić nudniejszego!

U nas pierwsze padną jednak gazety codzienne. Zostaną jako nisze lub weekendowe wydania. Zwroty nadal rosną, gazety chudną, a ceny nie, ale najważniejsze i najbardziej złowróżbne jest to, że wiadomo o czym i jak napiszą. A że żurnaliści piszą na kolanie, to dowód, ze stracili nadzieję, że te titaniki da się uratować.

Jestem, a raczej byłam przywiązana do gazet. Jeszcze parę lat temu trudno byłoby mi sobie wyobrazić początek dnia bez gazety.Dziś jednak mam internet, a w nim natychmiastowy dostęp do informacji-polskich i zagranicznych, no i oczywiście telewizje informacyjne! Nie uwodzą mnie tęskne wzdychania do szelestu papieru i zapachu farby drukarskiej. Może dlatego, że znam ten przerażający cykl produkcji, który zaczyna się od wycinki drzew. To one przez pracę tartaków, papierni, a wreszcie – zawsze nocnego – trudu drukarzy stają się owymi „cudownymi” gazetowymi płachtami, które muszą być dostarczone ogromnymi tirami do centrów dystrybucji, by dotrzeć przed 6 rano do kiosków. Każde opóźnienie oznacza wyrwę w sprzedaży. Tyle realnych drzew, tyle pracy dziennikarskiej i redakcyjnej, wymyślania tytułów, leadów itd., ciężkiej pracy wielkiego przemysłu poligraficznego i trudu logistyków oraz kierowców, by dostarczyć czytelnikowi wczorajsze przecież wiadomości i takież komentarze. Po rzuceniu okiem na tytuły i niektóre teksty, które mogą okazać się ciekawsze niż pozostała moralnie i politycznie poprawna sieczka (oczywiście poprawność co innego znaczy dla „Rzeczpospolitej”, „GW”, „Naszego Dziennika”) gazeta zalega na fotelu i czeka na wyrzucenie do śmietnika. Jeśli nie mamy na to czasu, tworzą się hałdy, które później i tak tam wylądują. Jeśli mamy szczęście i możemy segregować własne śmieci, to lądują w pojemniku z napisem „makulatura”, jeśli nie jest on całkowicie zapchany.

A zwroty gazet? Sięgają one 30, 50 i więcej procent! Wszystko na makulaturę albo na wysypisko!

Po co to gigantyczne  marnotrawstwo, kiedy mogę otworzyć internet lub telewizor? 

Nie wierzę w niezbędność i urok gazet codziennych. Ale nie wierzą w nie także zatrudnieni jeszcze w nim dziennikarze i redaktorzy, w tym także niektórzy naczelni! Nie szukajcie półśrodków, nie zwalniajcie ludzi, nie wczytujcie się w wyniki sprzedaży! One się już nie poprawią. Korzystajcie z nowych możliwości, które – nie dość, że nie niszczą środowiska, nie tworzą zwałów śmieci, to dzięki nim informacje są nieporównanie szybsze, mogą być stale uaktualniane! Ale najważniejsze: być może będziecie mieć więcej czasu, by porozmawiać ze swoimi pracownikami, a może nawet z czytelnikami? Choćby o tym, co dalej robić, a przede wszystkim jak! Bo bez nich,  bez ich wspólpracy nie przetrwacie nawet w internecie!

                                                  joanna s.

O lemingach i innych zwierzętach aspołecznych

Pomysły językowe w 2012 były, z grubsza rzecz biorąc i nie uwzględniając oczywistych banałów, dwa. Chyba już wszystkim znane. Lemingi i słoiki.

Wiadomo: lemingi to leniwe umysłowo osoby, które głosują na PO, ale nie wiedzą, dlaczego. Słoiki to lemingi, które – dodatkowo – dojeżdżają do największych miast i, żeby oszczędzić, przywożą ze sobą domowe jedzenie w słoikach.

To pierwsze, drwiąco-kpiące określenie wymyślili młodzi pisowcy. Co do drugiego, pewności nie mam, ale wydaje mi się, że młodzi peowiacy, żeby się podzielić, jak to mają w zwyczaju, na lepszych i gorszych.

Pisowski żart był na początku nawet śmieszny, ale lemingi potraktowały go nie jako jętkę jednodniówkę, ale oczywiście,jak to mają w zwyczaju, śmiertelnie serio.Widać mocno ich kolnął!

Nie zaliczam się ani do lemingów (nie głosuję na PO i wiem, dlaczego), ani do słoików, bo od urodzenia mieszkam w Warszawie, a u mnie w domu niemal w ogóle się nie gotowało. Jako osoba bezstronna mogę więc chyba coś napisać „w tym temacie”.

Na antenie TOK FM odbyła się cała żurnalistyczna „debata” nt.lemingów, które- nie wiadomo dlaczego- nie wzięły udziału w niedzielnym wiecu przed Zachętą i w ogóle nie chcą wychodzić na ulicę, by ścigać się z „patriotami”. Mimo zachęt i nawoływań Jacka Żakowskiego,który tę dyskusję prowadził, a przedtem żarliwie za udziałem agitował. Zaagitował Tomasza Nałęcza. Czyli efekt słaby.

Ta pusta gadanina, w której brały udział same mniej lub bardziej sfrustrowane lemingi i miłośnicy ciepłej wody: Agata Nowakowska, Waldemar Kuczyński i Andrzej Stankiewicz (z których tylko Kuczyński był przed Zachętą) była kompletnie pozbawiona sensu.

Nienagłupsi skądinąd ludzie z niezrozumiałych dla mnie względów emocjonowali się tym kolejnym tematem zastępczym, podrzuconym im przez drużynę Kaczora! Swoimi „refleksjami” na temat, dlaczego ich tam nie było, udowodnili, że tamci są medialnie bardziej utalentowani i lepiej wytrenowani marszowo.

Lemingi, jak wiadomo, są niereformowalne, o czym wiedzą pisowcy i bardzo się to im podoba. Nie będą się ganiać z patriotami po ulicach dla idei, bo muszą robić kariery, spełniać standardy klasy średniej, do której aspirują, a także ganiać po galeriach handlowych, robić zakupy, konsumować, a nawet odbierać dzieci z przedszkoli i dodatkowych zajęć baletowych. A przede wszystkim być , o każdej porze dnia i nocy do dyspozycji swoich szefów i udawać (uczą tego doradcy), że są lepsi niż ich rywale zza biurek.

A przede wszystkim słuchać rozkazów, wykonywać polecenia, nie krytykować (głośno, bo w czterech ścianach coś tam można szepnąć – przecież żyjemy w wolnym kraju!). Ruki po szwam i do roboty, nieważne czy sensownej, czy nie!

I jak taki leming ma wyjść na ulicę i manifestować? A jak go szef zobaczy przypadkiem w telewizorze?

W gruncie rzeczy żal mi lemingów (a tym bardziej słoików, którzy na dodatek muszą męczyć się w pociągach zarządzanych przez chłopaka z PO). Czeka ich najwyżej „wypalenie zawodowe”i „kryzys wieku średniego”, który przecież kiedyś osiągną.

Koledzy premiera Tuska i tak ich przecież olewają. A oni wiedzą i dlaczego i PO co należą do PO i, oczywiście na PO głosują!

                                                  joanna s.   




Nowy patent: „mowa nienawiści”

Nowy temat:”mowa nienawiści”! Kto to wymyślił i po co?

Chyba nie Palikot, któremu nigdy dość głupstw i pozerstwa? Jego „siedem zasad”- nowy dekalog – to oczywiście pusty śmiech. Kto uwierzy facetowi, który żyje i posłuje dzięki pajacowaniu i zniewagom?

Żaden porządny polityk nie powinien się z nim pokazywać, nawet Leszek Miller, któremu przecież niektórzy radzą, by się z tym Mojżeszem zjednoczyć.

I od razu wyzionąć ducha! Chyba nie o to chodzi lewicy!

Pewnie częściowo z tego powodu (ale, oczywiście, nie tylko) wiec przed Zachętą okazał się porażką. Jak słyszę, była tylko setka ludzi. A więc pierwsze poważne ostrzeżenie.

Oczywiście rocznica zamordowania wybranego legalnie Prezydenta jest okazją do wystąpień politycznych, wbrew temu, co twierdzi Tomasz Nałęcz. Seminaria historyczne nie toczą się na wiecach!

Ale można było się spodziewać czegoś bardziej przemyślanego niż klepanie o „mowie nienawiści”. Faszyzm nie jest dziś największym zagrożeniem dla kraju!

Jeżeli padają nienawistne słowa, to dlatego, że jest jakaś złość w narodzie, że ludzie się źle czują w „demokratycznej”i „liberalnej” rzeczywistości. Bo funduje się im- za ich pieniądze- niekończące się ględzenie, zapowiedzi i obietnice oraz reklamówki i kolorowe obrazki, jak jest im dobrze, a przecież dobrze nie jest!

Bo demokracja nie oznacza mniej sprawiedliwości, mniej solidarności, bezradność ludzi wobec urzędów i wobec prawa, którego żaden zwykły człowiek nie rozumie. Ani jeszcze chyba większej bezradności państwa wobec wielkich problemów społecznych jak bezrobocie czy bałagan w służbie zdrowia i wobec prostych spraw jak wywóz śmieci! Uznawanie kolesiostwa za cnotę nie mieści się w pojęciu zwykłego obywatela, podobnie jak ustawiania przetargów i tolerowanie takich skandali, jak ten , który wybuchł w LOT-ie, a jutro może wybuchnąć gdziekolwiek indziej!

Panowie z lewicy to wasze pole działania, nieważne z Palikotem czy nie!

                                                    joanna s.   



Zakotłowało się!

Kolejna rocznica 13 grudnia.

Każdy chciał mieć pomysł. Pierwszą stronę w „Fakcie”. Komorowski w internacie z kolegami, a następnego dnia klęczący na mszy za Narutowicza. Ale to nie jego pomysł, bo zastrzelonego w Zachęcie pierwsza wymyśliła na te okazję lewica, a raczej palikoci burmistrz Ursynowa Piotr Guział. A gdzie był prezydencki historyk, lewicowy Nałęcz? Za”esprit d’escalier”powinien zostać pozbawiony „trzynastki”!

Tusk i Sikorski przypomnieli sobie o wraku smoleńskim. Bardzo niezdarnie. Rosyjscy dyplomaci zdjęli baronessie Ashton kamień z serca, jeśli go w ogóle miała. Nie będzie tematu na rozmowach UE-Rosja.

Tusk ponadto przypomniał, że- jako ofiara represji- w stanie wojennym sprzedawał bułki na dworcu. Internauci komentowali to wyznanie bezlitośnie.

Kaczyński w towarzystwie wystąpił jako wodzirej marszu na rzecz wolności i niepodległości. Ale nie Białorusi, tylko Polski! Poza nim zauważono aktorkę Łaniewską brawurowo recytującą na mrozie wiersz. Z odpowiednim patosem. Jak na akademii pierwszomajowej,(też kiedyś występowała)!Prezes zapowiedział powołanie swojego rządu, o którym wie, ze w dającej się przewidzieć przyszłości nie powstanie.

Lewica piła w Sejmie szampana z okazji rocznicy przyjęcia nas do Unii. Atmosfera, jak przy dobrych trunkach. Litościwa telewizja tego nie transmitowała, o co Leszek Miller miał do niej pretensje!

Została jeszcze niedziela przed Zachętą. Kto przyjdzie, a kto nie?

                                                     joanna s.

PS Zapomniałabym: jeszcze Palikot na Szaserów u generała Jaruzelskiego. Ale też nie miał jedynki w „Fakcie”!

Palikot z Siwcem w klapie

Panowie spotkali się w modnej kawiarni i sobie pogadali. O niczym, zapewne, jak to chłopaki.

Po wyjściu oświadczyli, że będą zabiegać o audiencję u Kwacha ( z którym są na ty!).

Ten odpowiedział, że jak przyjdzie czas, to może się spotka.

Tak powstał najbardziej pasjonujący, długofalowy projekt polityczny ostatnich dni!

                                                     joanna s.

„GW” się niepokoi o siebie!

Nakład spada. Zwroty rosną.”GW” się niepokoi. Poważnie. Chyba po raz pierwszy.

Opublikowano nawet list czytelniczki, której się co nieco nie podoba. Polszczyzna i tabloidyzacja.

Czyli coś tam dotarło do redaktora naczelnego. Jarosława Kurskiego.

Ukazał się czubek góry lodowej. Zajrzyjmy nieco głębiej.

Dlaczego na przykład ja nie kupuję już „GW”(ustępuję tylko swemu mężowi, który jeszcze kupuje magazyn sobotnio-niedzielny) i nie zarejestruję się na Piano?

Bo z góry wiem, co „GW” napisze! A co przemilczy! Czego „nie zauważy”, kogo zaatakuje, a kogo będzie bronić jak niepodległości, albo wychwalać pod niebiosy, spełniając, w swoim mniemaniu, opiniotwórczą rolę, która jej się „należy”!

W redakcji jakby nikt nie zauważył, że to już się skończyło. Bo kraj i sami Polacy przeżywają coś w rodzaju rozdwojenia jaźni, widzą coś innego w realu, a co innego w mainstreamie, którego „GW”jest jednym z fundamentów!

Króluje na łamach swoista „gazetowa” poprawność, uprawiana przez autorów redakcyjnych i „pożytecznych idiotów” spoza redakcji, dopuszczanych do zabrania głosu jako „autorytety”, wtedy tylko, kiedy sytuacja staje się trudna, a oni- jeżeli nie w stu, to w dziewięćdziesięciu procentach – zgadzają się z obowiązującą linią! Kiedyś nazywało się to „linia partii”!

Nazwiska pominę, bo nie chcę nikogo obrażać, ale przecież czytelnicy, byli czy jeszcze obecni, wiedzą, o kogo chodzi!

Jakże często piętnuje się w „GW””mowę nienawiści”! Jakże często jej się tam używa w stosunku do przeciwników! Chamstwo w aksamitnych rękawiczkach nie przestaje być obelżywe!

Do najbrudniejszej roboty używa się np.Palikota, który chwali się, że jest chamem, bo inaczej miałby dwa procent!

Subtelniejsi mówią to samo, ale inaczej. 

Jeszcze nudniej.

Czy da się coś zrobić? Z pewnością! Nie będę dawać rad, bo odnoszę wrażenie, że tak naprawdę redakcja nie dojrzała jeszcze do zmian.

Poczekam.

                                                          joanna s.

„Rzepa”: kto kogo wykończy?

Afera trwa! „Rzepa” pod nowym p.o. naczelnym ledwo zipie. „URze” pod nowym naczelnym jeszcze gorzej. Niepokorni powędrowali do nowego tworu „w Sieci”, założonego przez braci Karnowskich za pieniądze Skoków.

Gmyz jako trotyl sprawdził się jak najbardziej! Wróblewski jako naczelny jak najmniej.

Taniec trwa w najlepsze. „Uczciwy” Hajdarowicz robi, co może. Bo kupił „Rzepę” i przyległości na kredyt. 

Od samego początku jego „misja” pogodzenia hiperprawicy z oczekiwaniami kolegów z rządu oraz wymogami biznesu była niemożliwa!

Rozumiem, ze panowie z „Rzepy” i „URze” musieli sobie po cichu przygotowywać ucieczkę do przodu. Eksplodowało to trotylem i zaczęło się. Efekty widać gołym okiem. Hajdarowicz usiłuje ratować „Rzepę”, a przede wszystkim „URze”. I do kogo się zwrócił ? Oczywiście, do jedynego, który został na placu – protoplasty wszystkich prowokatorów medialnych (jeszcze z PRL-u) Janusza Korwin-Mikkego, który daje dziś do wiwatu w swoim najbardziej doprzodowym stylu!

Agonia „URze” zaczęła się (jak wszystko to, do czego wchodził Korwin). Szykuje się katastrofa, będzie piękna czy niekoniecznie?

                                                         joanna s.