PO rządzi, czy udaje?

Nie chce im się chcieć! Sytuacja powtarza się co i rusz, a tak naprawdę trwa z małymi przerwami od pokoleń. Czy to cecha narodowa, czy rzeczywiście musimy się wlec za innymi? Nie inaczej jest teraz, kiedy panuje brak rządzenia, absolutna atrofia decyzji, i nic się nie dzieje ani na lewicy ani na prawicy.

Sprawa wydawałoby się oczywista. Związki partnerskie. Konieczność społeczna widoczna gołym okiem. Oczywista, ale nie u nas. U nas nastąpił w Sejmie sabat czarownic, do którego przyłączył się podobno światły minister Gowin, idąc ręka w rękę z osławioną już posłanką Pawłowicz. I co ? I nic. Premier Tusk, któremu minister dał w twarz, udaje na razie, że „Polacy nic się nie stało”.

Inny minister- skarbu Budzanowski daje bankrutującemu LOT-owi, o którego fatalnej kondycji finansowej powinien wiedzieć od lat, „pożyczkę”, przed zapytaniem o zgodę na pomoc publiczną KE! I nawet nie poinformował o tym premiera!

Ostatni kwiatek z ogródka ulubieńca premiera, ministra Nowaka. Wszyscy o tym wiedzieli, że w inwestycjach drogowych są przekręty i że jest w to wciągnięty także wysoki urzędnik z GDDKiA. I co? KE wstrzymała wypłatę niemal 4 mld euro, do czasu wyjaśnienia wątpliwości. U nas sprawę się bagatelizuje. Minister Nowak, oczywiście gdzieś się zapodział. Minister Bieńkowska ma nadzieję, ze wszystko się wyjaśni po piątkowej wizycie w Brukseli. Bo to my wykryliśmy nieprawidłowości. A czy nie było tam donosu któregoś z udziałowców zmowy cenowej, który poczuł się pokrzywdzony przy podziale łupów? Gdyby tak się nie stało, wszystko byłoby ok.!

Nie jest ok. Nie dajmy się uśpić!

                                                   joanna s. 

Posłanka postrach!

Tumani i przestrasza, a nie śmieszy! Kto ? Nowa „gwiazda”PIS-u, czyli Krystyna Pawłowicz. Nie nazywam jej ani „profesorem” ani „profesorką”, by nie urazić innych pracowników nauki.

Rzuca się i miota na trybunie sejmowej i w studiach telewizyjnych, wykrzykując jakieś niezborne zdania, przechodząc na ty z uczestnikami rozmowy, przerywając im krzykiem w pół zdania i każąc zdawać jakieś egzaminy! Oczywiście u siebie.

Ale z czego te egzaminy? Z wrzasku? Miotania się? Pogardy dla innych? Z definiowania prokreacji, która jest dla tej pani jedynym celem małżeństwa i wszelkich związków między ludźmi? Bo inne związki są tylko jałowym seksem, z użyciem przemocy?

Kto i za co dał tej osobie prawo do pomiatania innymi ludźmi, narzucania swoich definicji, obrażania? Skąd u osoby tak prymitywnej poczucie wyższości?

Świadomie nie pytam, kto dał jej tytuł profesora (jeśli taki ma!), bo z różnymi utytułowanymi podobnie osobami miałam do czynienia.

Pociesza mnie znany fakt, ze studenci , lepiej niż ktokolwiek inny, potrafią oceniać swoich preceptorów!

                                                     joanna s.

Pecunia wśród elit też non olet!

Co się dzieje? Czy wierchuszka sejmowa straciła do końca poczucie przyzwoitości? Czy wrzawa, która wybuchła po ujawnieniu niezupełnie chwalebnych dochodów Kwaśniewskiego niczego nie nauczyła pani marszałkini Kopacz et consortes?

Przykro było patrzeć na tych panów uciekających przed mikrofonami i kamerami, w których zasięgu w przyjemnych dla siebie okolicznościach za wszelką ceną pragną się znaleźć. I te miny ni to bezradne, ni to aroganckie, żałosne słowa, o tym, że przecież zawsze tak w Sejmie było. I jednocześnie ataki na dziennikarzy, żeby i oni oddali swoje premie (jeżeli je w ogóle w tak dramatycznych dla mediów czasach dostają!).

Wreszcie ustąpili i oddali, a w każdym razie mają taki zamiar, nagrody na cele charytatywne. Ale niesmak pozostaje. Jak to jest, że ktoś sam sobie przyznaje nagrody? A pani marszałkini zebrała swoja trzódkę i oni przyznali nagrodę jej, a ona im!

A odbyło się to nie wczoraj, ani przedwczoraj, ale ponad miesiąc temu. Pieniądze powędrowały na konta i nikt nie miał nic przeciwko temu. Nawet Wanda Nowicka, która, niestety, teraz kłamie, mówiąc, że zamierzała je przekazać stowarzyszeniom walczącym o poszanowanie praw obywatelskich. Gdyby miała taki zamiar, pieniądze dawno by tam się znalazły. Nie wiem, czy profesor Środa, podobno etyczka, która ją broni, sama zdałaby egzamin z etyki.

Jak znam życie, w Sejmie trwa gorączkowe śledztwo, jak sprawa wyciekła i kto, personalnie, to zrobił.

Wśród „elit” znalazł się więc niejeden Romaszewski. W końcu wszystko, jak widać, da się przeliczyć na kasę. I kto ma do niej nieskrępowany dostęp, w ogóle się nie krępuje!

Czy osiągnęliśmy już dno, czy coś tam jeszcze puka od spodu?

                                                    joanna s. 

Tuleya – nasz czy wasz?

Na początku było: czyja Polska? A teraz stopniowo polityka i wrogie okopy pojawiają się wszędzie, gdzie się da.

Sędzia Tuleya powiedział to, co powiedział, i natychmiast stał się zabawką w rękach różnych macherów, którzy przy jego pomocy chcą coś ugrać dla siebie i swoich formacji. Rozpętała się awantura, która nie wiadomo, jak się skończy. Rozgrywający z obu stron walczą o swoje na wszystkich możliwych antenach i w istniejących jeszcze gazetach. Zadyma trwa już niemal dwa tygodnie, a końca nie widać. Oby do tej „gry”nie wtargnęli jacyś psychopaci, jak to już przecież bywało.

Kolejny obiekt pasji i rywalizacji to kibole. Byli wasi, a teraz zrobimy wszystko, żeby byli nasi. Tak można w skrócie opisać „nowe rozdanie” prezesa PZPN, który pragnie abolicji dla wszystkich patriotów krajowych i lokalnych, objętych zakazami stadionowymi, których przecież nie nakłada ani łatwo ani prosto. Licytacja o względy tej wzorotwórczej śmietanki towarzyskiej pomiędzy PIS wspomaganym przez Jasną Górę a Zbigniewem Bońkiem w parze z posłem PO Romanem Koseckim to rozkosz sama w sobie. Dla kiboli, którzy nareszcie rozdają karty!

Ale walka o symbole tu się nie kończy! Słyszę, że trwa spór, czyje jest powstanie styczniowe. Czy to własność PIS czy prezydenta Komorowskiego. Kto był pierwszy, kto jest szczerym patriotą, a kto wilkiem w owczej skórze.

Czekam na otwarcie nowych frontów. Wystartowała sprawa fotoradarów, ale stanowiska i obozy jeszcze się nie wykrystalizowały, na razie trwa przygotowanie artyleryjskie, bo podziały w tej kwestii są dosyć skomplikowane. Podobno fotoradary to dzieło (chyba pośmiertne!) IV RP, chociaż nie jest to pewne. Ale dojdziemy do istoty rzeczy i z pewnością okopiemy się na własnych, jedynie słusznych, pozycjach!

W tym samym czasie bez większego rozgłosu senator Zbigniew Romaszewski rozstrzygnął, czyja jest Polska, wytaczając III RP proces o odszkodowanie i zadośćuczynienie za swą działalność opozycyjną w PRL-u. I wygrał od skarbu państwa, które odcina się od PRL, całe 240 tys. To jest coś. Laury dla zwycięzcy!

                                                   joanna s. 

Pecunia non olet Kwaśniewskiego

Co to za sensacja! Wszyscy o tym wiedzą! Dziewczyny, uspokójcie się! – perswadował niby to żartobliwie i po ojcowsku w Tok FM Jacek Żakowski po ukazaniu się w „GW”tekstu o tym, że Aleksander Kwaśniewski bierze pieniądze od Jana Kulczyka za zasiadanie w Radzie Dyrektorów jego konsorcjum, nota bene zarejestrowanym w Luksemburgu.

Może „lewicowy” Żakowski o tym wiedział, i jako bardzo wrażliwy na ludzką krzywdę publicysta przyjął tę wiadomość z satysfakcją, ale założę się, że większość Polaków nie miała o tym pojęcia. I że to dla nich znaczy wiele bardzo złego. Nie chce mi się powtarzać tego, czego ta „funkcja” może być potwierdzeniem. Bo  jest prawdą, że nawet najbogatsi ludzie nie dają pieniędzy na piękne oczy. Ani Aleksandra, ani Jolanty. Przykre to i kompromitujące dla lewicy i i dla tych wszystkich, którzy na Kwaśniewskiego głosowali. Ale nie dla „lewicowca” z własnego nadania, dla którego to jest normalne i świadczy jedynie o prestiżu, jakim cieszy się były prezydent.

Nie wiem, jaki był cel publikacji „GW”, czy chęć zmiecenia byłego prezydenta ze sceny, czy – jak głoszą inni – uodpornienia społeczeństwa na tego typu manewry pod hasłem „pecunia non olet”. Przykre, ze to przekonanie Kwaśniewski dzieli z niektórymi możnowładcami z Trzeciego i Czwartego Świata. Spośród których żaden nie głosi, ze jest lewicowcem, ale chętnie odda się na utrzymanie możniejszym i zamożniejszym od siebie.

Jakby tego było mało, Kwaśniewski jest podobno na liście płac u postradzieckiego dyktatora Nursułtana Nazarbajewa. Doradza mu, jak przekształcić jego dyktaturę w demokrację i należycie dbać o prawa człowieka. Za te rady dyktator mu płaci, ale nic u siebie nie zmienia.

Nie wiem, ale pewnie się dowiem, jak rozwija się  współpraca byłego prezydenta z ukraińskimi oligarchami.

Jakaż piękna katastrofa! Nie tylko dla Kwaśniewskiego, niestety.

                                           joanna s.

Sanok: to też przemoc!

Tragiczny finał obławy w Sanoku. Nie chodzi mi o Andrzeja B. Zginęła z nim dziewczyna, 17-latka. Podobno – jak mówią sąsiedzi – milcząca, nie odzywająca się do nikogo.

Podobno została w mieszkaniu zabójcy z własnej woli. Zostali otoczeni przez antyterrorystów. Albo popełniła wraz z Andrzejem B. samobójstwo, albo – co wydaje się bardziej prawdopodobne – on ją zastrzelił , a potem sam sobie strzelił w łeb.

Romeo i Julia – tak podobno ich nazywają sąsiedzi. Nie wszyscy. Ja też bym ich tak nie nazwała.

Prawdopodobnie – bo nie wiemy nic pewnego – dziewczyna była w tym okrutnym i bezwzględnym człowieku zakochana. Albo jej się wydawało. Nie ona pierwsza i z pewnością nie ostatnia. Być może dla niej nie był on ani okrutny ani bezwzględny, ale fascynujący, męski, wielki.

Nie nazwałabym tego uczucia miłością. To mogła być właśnie fascynacja. Także erotyczna. Ale dlaczego nikt tej dziewczynie nie powiedział, że z pewnością nie jedyna, a pewnie i nie najważniejsza w jej życiu, które właściwie – jako dojrzała egzystencja – jeszcze się nie zaczęło.

Dlaczego w tej ostatecznej, krańcowej sytuacji nie znalazł się nikt – nie spośród policjantów i najbardziej doświadczonych negocjatorów – bliski, zaufany, który potrafiłby do niej przemówić?

Bo ta dziewczyna padła ofiarą przemocy. Być może ze strony tego mężczyzny, także fizycznej. Tego się prawdopodobnie nie dowiemy. Ale również przemocy symbolicznej. Bo kobieta jest kimś bez osobowości, kto bez mężczyzny NIE ISTNIEJE! Może tego nauczyli ją w domu, może w szkole, może w kościele. Dlaczego ani rodzice tej dziewczyny, ani nikt z jej przyjaciół czy znajomych, żaden duszpasterz czy jakakolwiek osoba życzliwa z nią nie rozmawiał, gdy się decydowało jej życie? Bo najprawdopodobniej oni tak właśnie uważają, chociaż oczywiście nie wykluczam, że „nie chcieli wtykać nosa w nieswoje sprawy”, czytaj: bali się jej „partnera”- cynicznego bandyty.

Nie wiem, czy ta tragedia otworzyła im oczy. Innym też. A jeżeli nie, to przemoc wygrała jeszcze raz – okrutnie i bezwzględnie. Liczę jednak, że tak nie będzie!

                                           joanna s.

PS. Dowiaduję się, że to policja nie dopuściła rodziców Kamili do próby nawiązania kontaktu z córką. Jeśli to prawda, to jest to wielki błąd, kto w jej sytuacji chciałby odbierać telefony od antyterrorystów!

 

 

Nie ćwierkajcie do mnie !

Już na samym początku roku mam poczucie, ze traktowana jestem jak małolata, którą, niestety, nie jestem. Pan Prezydent wygłosił orędzie noworoczne, starannie omijając wszelkie treści poza „kochajmy się”. Jeśli naprawdę nie ma nic więcej rodakom do powiedzenia, mógłby z tym samym skutkiem coś wyrecytować lub zaśpiewać, albo wydać z siebie kolejny okrzyk myśliwego! Byłoby jeszcze bardziej rozrywkowo.

Premier nie odezwał się w ogóle, nie licząc ćwierknięcia o niczym. Po Nowym Roku poćwierkał jeszcze trochę – w rozmowie z TVN24 i widzami pod hasłem „w połowie roku zmienię pewnie trochę rząd, bo jak długo można wytrzymać z tym samym premierem”. Logika godna męża stanu! Może coś zmienię, a może raczej nie, bo ja tu już jestem za długo. Ale co to ma za znaczenie – chciałoby się dodać.

Tym bardziej, że nie wchodzą w grę:zmiana ministra finansów, który wstawił do budżetu planowane dochody z wykroczeń drogowych w astronomicznej wysokości 1,5 mld złotych, ministra spraw zagranicznych, mistrza w łapaniu za wąsy rosyjskiego niedźwiedzia czy ministra skarbu, który mając swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej LOT-u został zaskoczony upadkiem tej firmy i wysłał do Brukseli wniosek o umożliwienie dofinansowania jej ze środków publicznych w wysokości co najmniej półtora miliarda zł (i przelał en catastrophe, nie czekając na odpowiedź, 400 mln jako „pożyczkę”), czy ministra zdrowia, który zamiast coś konkretnego robić, by ludzie nie czekali kilka lat na wizytę u specjalisty, awanturuje się z opozycją. Itd.itp.

Nie czekając na odwołanie sam złożył rezygnację szef ABW, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo, po co.

Wybitny podobno kardiochirurg brał łapówki, ale jest przecież moralnie usprawiedliwiony, bo padł ofiarą represji godnych stalinowskiego UB.

I jeszcze były prezydent, ulubieniec lewicy, bierze pensję u poznańskiego niegdyś oligarchy, niepłacącego od lat podatków w Polsce, dlatego, że nie starcza mu (b.prezydentowi) na godne życie.

Wokół tego wszystkiego i jeszcze innych popisów, jak np. paraliż śląskich kolei, czy zasług Gierka toczą się „dyskusje”, debaty i pyskówki we wszystkich mediach, a ich „prowadzący” licytują się, kto wywoła większy skandal i awanturę. Tyle i tylko tyle, bo rządzący realnie zajmują się czymś innym. Ciekawe, czym? 

Ani obecnego prezydenta ani premiera nic z tych rzeczy nie interesuje. Czy tu ktoś sprząta? Co to, to nie, przyjemniej sobie poćwierkać. Tylko do kogo?

                                                  joanna s.