Nie mam wątpliwości! Rozumiem, że zawarł z Markiem Siwcem, jakiś czas temu gentelmen’s agreement, że pomoże mu znów wejść do parlamentu europejskiego.
Nie rozumiem, dlaczego wybrał sobie do roli protektora list europejskich faceta, który z europejskimi obyczajami nie ma i nie chce mieć nic wspólnego – Janusza Palikota, który zrobi wszystko, dosłownie wszystko, by choćby na chwilę zaistnieć w mediach. Nieważne, czy ze świńskim ryjem, z butelką wódki, marihuaną czy Anną Grodzką.
Gdyby jego „działalność publiczna” ograniczała się do takich performansów, jego działalność byłaby, oczywiście, mniej szkodliwa. Ale ten damski bokser, który wprowadził najpierw na listy wyborcze tzw. suwak, czym zachęcił do głosowania na niego feministki, zadał bez najmniejszego skrępowania knockdownowe ciosy „swoim” kobietom: Wandzie Nowickiej i Annie Grodzkiej, obie poniżając i ośmiesząjąc publicznie!
Dobrze się stało, że ta „chamówa” nie przeszła, ale sam lider i jego najbliższe otoczenie, przypadkowa – jak się okazuje – zbieranina różnych nieudaczników – trwała w swoim bezprzykładnym akcie przemocy wobec obu kobiet. Wanda Nowicka przeprosiła za swój niestosowny uczynek, ale Palikot – nie!
Zrobił to dopiero dziś, po ponad trzech tygodniach, przymuszony, na żądanie Jacka Żakowskiego w wywiadzie w TOK FM.
Na czym polega lewicowość Palikota? Nie wiadomo, bo poza związkami partnerskimi, jego „formacja” nie zaprezentowała ani żadnego składnego programu, ani szacunku dla innych, a nawet dla samych siebie!
I z takim chamem liguje się Aleksander Kwaśniewski! Czy dla zdobycia kilku mandatów europejskich dla szefów niezliczonych „lewicowych” mniej lub bardziej kanap poważny polityk może zrobić coś tak absurdalnie szkodliwego? Deklarowana „otwartość”, potępienie „wykluczenia” na tę żałosną okazję w ogóle się nie nadają!
Przeczytałam początek wywiadu-rzeki z Leszkiem Millerem i myślę, że coś w sprawie Kwaśniewskiego się w jakiejś mierze wyjaśniło. Otóż podobno Kwaśniewski fascynował się w różnych sytuacjach życiowych i politycznych rozmaitymi postaciami, np. w latach 90. Włodzimierzem Cimoszewiczem, którego zdanie cenił sobie tak bardzo, że starał się narzucić je całej formacji. Np. w kwestiach tak istotnych jak ta, kto może znaleźć się na liście lewicy (wówczas SDRP, którego C. nie był nawet członkiem), a kto będzie ją „obciążał”. Czyżby Palikot stał się dziś takim mentorem, odnowicielem lewicy?
Środowisko „GW”, raczej liberalno-lewicowe zastanawia się, co zrobić z całym tym fantem. Bo, z jednej strony, niedawno jeszcze pisano tam o kasie od Kulczyka ( za jakieś zasługi przecież!) czy od honorariach za „doradztwo” od kazachskiego dyktatora Nazarbajewa, a teraz b.prezydent zakłada jakąś nową listę (formację?) czyli nie wiadomo co, ale jakby w dobrym kierunku.
Na razie jest trzech panów. Czyli 1 + dwóch przybocznych. Programu oczywiście brak. Ma być jeszcze Ryszard Kalisz, który w imieniu tych trzech machos ma rozmawiać z feministkami.
Ta inicjatywa” oczywiście nie wypali! A winna będzie lewica, która takiego szaleństwa nie poprze, bo poprzeć nie może!!
joanna s.