Jakoś niemrawo i bez entuzjazmu idą przygotowania do 25-lecia wolności, czyli wielkiej wygranej „Solidarności” 4 czerwca 1989 r. Plebiscyt „GW” na „Ludzi Wolności” nie budzi zachwytu nawet w środowisku samej gazety. Bo coś wyszło nie tak. Ale co?
Dla Adama Michnika i jego towarzystwa przez dziesięciolecia „wolność” była hasłem najważniejszym. Michnik powtarzał to już w III RP wielokrotnie, aż do znudzenia, na wszystkich możliwych forach. Teraz jakby nabrał wody w usta, ale plebiscyt pod flagą „GW”, TVN i prezydenta Komorowskiego powstał.
Jednak nikt, no niemal nikt, z tej socjety nie zadał sobie najważniejszego pytania: czym miała być ta wolność? Czy tylko mówieniem i pisaniem bez cenzury i zakładaniem mniej lub bardziej kanapowych partii rwących się do władzy, posad i kasy? A także dla kogo i po co? A czym się stała w „wolnej” Polsce? Kto jest dzisiaj naprawdę wolny?
Krzyczano niegdyś, ćwierć wieku temu: nie ma wolności bez Solidarności! Jednak po upadku komunizmu i”odzyskaniu niepodległości” wolność bez solidarności przez małe „s”, stała się, dla wielbicieli wolności, całkiem do pomyślenia. I to była pierwsza wielka zdrada, na którą mało kto wówczas zwracał uwagę. Czym jest wolność bez solidarności i równości? Pustym hasłem!
Dziś jeden z ówczesnych heroldów przemian Marcin Król konstatuje, że wolność słowa, tak jak ją rozumiano w peerelu, czyli brak cenzury, mało komu okazała się potrzebna! Nawiasem mówiąc – jak sam ostatnio przyznał w wywiadzie dla „GW” (nie podając zresztą, na jakiej podstawie) – aż 97 proc. Polaków w upadłym reżymie cenzura w ogóle nie uwierała. A teraz już po skoku do królestwa wolności, okazuje się, że dla Polaków ważniejsza jest równość i sprawiedliwość, praca, mieszkanie, bezpłatna edukacja i ochrona zdrowia, poczucie stabilności, bezpieczeństwo własne i rodziny oraz ogólnie nadzieja, że będzie lepiej niż jest.
Polacy są całkowicie wolni: od przymusu pracy, posiadania rodziny, kasy na przeżycie i kąta do mieszkania. W ogóle mogą robić, co chcą. Nikt im w tym nie przeszkadza i nikogo to nie obchodzi. Nie bardzo widać, żeby ta absolutna wolność przynosiła im szczęście, bo w ciągu ostatniej dekady niemal 3 miliony rodaków wymeldowały się z kraju i mała szansa, że kiedykolwiek wrócą.
O rządzących, jak zauważył nawet ostatnio zawsze wierny „GW” Jerzy Jedlicki, nikt nie powie dziś dobrego słowa. Profesor udaje, że nie wie dlaczego i bąka coś o małym poczuciu obywatelskości, udziale w życiu społecznym i ble ble…Sam ma jednak na tyle poczucia rzeczywistości, że – choć go o to poproszono – nie będzie podawał żadnych kandydatur „Ludzi Wolności”, bo to określenie wydaje mu się „pretensjonalne”.
Coś tam więcej wie Marcin Król: żyjemy w świecie niesprawiedliwym, pozbawionym przeszłości i przyszłości. Coś trzeba z tym zrobić! Król boi się, że jeśli nadal nie będzie się myślało o równości, to kiedyś, a nawet w bliskiej przyszłości, przyjdzie to „coś” i rzuci się na tych, co przeszli po czyichś plecach do królestwa wolności, a przed innymi zamknęli drzwi. Musimy się ruszyć, odzyskać ideę równości – nawołuje. Inaczej będziemy wisieć na latarniach! Czytaj dopadnie nas ta ciemna tłuszcza i zrobi nam drugą rabację…Ratuj się, kto może!!! Byliśmy głupi – pisze Król – bo nie dostrzegliśmy ogromu polskiej biedy, rozmiarów oszustwa politycznego i gospodarczego, które zafundowała nam neoliberalna polityka w doktrynerskim wykonaniu Leszka Balcerowicza.
Faktycznie nikt z etosowej ekipy, która przejęła władzę po 1989 roku na gospodarce się nie znał, nikt nie zarządzał nawet kioskiem Ruchu, więc „reformy Balcerowicza” nowa elita przyjmowała z bałwochwalczym zachwytem i burzliwymi oklaskami …Jak wspominała ostatnio Helena Łuczywo, nawet Jacek Kuroń był zafascynowany planem „budowania kapitalizmu”!
Nikt nie udowodnił, że nie można było inaczej. Ale i napompowane ideałami elity wniosły swoje do nowego porządku. Przecież nie kto inny, a Tadeusz Mazowiecki- jako pierwszy niekomunistyczny premier- wprowadził do obowiązku szkolnego powszechny obowiązek uczenia się w szkole, a nawet w przedszkolu, katechizmu. I tak to zostało do dziś, bo nauczanie etyki zamiast religii to czysta figura retoryczna. Z takim umysłowym wyposażeniem kończy się dzisiaj polską szkołę. W XXI wieku!!!
Podobno młodzież jeszcze się nie buntuje, bo na razie gra w niezwykle atrakcyjne gry komputerowe, rozmawia godzinami przez komórki i pstryka sweet focie. Ale jeśli dopiero teraz, po 25 latach profesor Król odkrył, że nie wiedział o co chodzi w III RP, to oni mają jeszcze czas!
Joanna Skoczylas
