Łuk Triumfalny na … kołach

   Media obiegła informacja o pomyśle uczczenia stulecia Bitwy Warszawskiej, które się nieuchronnie zbliża, Łukiem Triumfalnym. Pomysłodawcą jest prawdziwy Polak, jeszcze prawdziwszy patriota, znany od czasów peerelu wybitny artysta kabaretowy, Jan Pietrzak.

   W jednej ze stacji TV uzasadniając projekt Łuku wprost ryczał nie dając sobie przerwać na moment: – Wygraliśmy I Wojnę Światową gromiąc wszystkich zaborców naraz! Wygraliśmy II Wojnę Światową pokonując i niszcząc faszyzm z komunizmem! (Tu się Pan Janek nieco zakałapućkał nie tylko w chronologii, ale niech tam, rozumiemy intencje). I co?! – spuentował w desperacko-patriotycznym furorze – NIE WOLNO mówić nam o naszych zwycięstwach!!! Postawimy Łuk Triumfalny jako symbol naszej chwały na wieki! (wieków amen – chciałoby się dodać). Wbrew wszystkim, (wiadomo, jakim siłom), wzniesiony ofiarnością, entuzjazmem i kunsztem wyłącznie Polaków, z ich datków i darowizn, nie z jakichś budżetów!

   Nie rokuję pomysłowi Pana Janka sukcesu. I nie dlatego, żę zawęża bazę swoich zwolenników, wielbicieli jego poczucia gustu i smaku. Tych mogło by być bardzo wielu, uosabiających, siermiężność, swojskość, prymitywizm. kicz i tromtadrację. Pan Janek bawi się w cenzora polskości. Jako „polityk” chce wystawiać glejty na polskość i patriotyzm. A to już inna konkurencja. Poważna. To nie amfiteatry w Opolu i innych audytoriach PRL-u, gdzie „z przytupem” i usia siusia, można było podbijać serca masowych widowni.

   Specjaliści muszą na inicjatywę Jana Pietrzaka wzruszyć  ramionami, tak jest dyletancka, anachroniczna i szkodliwa przez swą megalomanię. Sen o Łuku Triumfalnym, wzorem paryskiego, może grozić realizacją… na gruzach.

   Mam dla Pana Janka niekontrowersyjny i co najważniejsze tani i łatwy w realizacji pomysł – Łuk Triumfalny na kołach, na lawecie. Przy dzisiejszych możliwościach techniczno-technologicznych, nie jest problemem skonstruowanie „mobila” o całkiem słusznych gabarytach. A wtedy… Odzyskaliśmy z rąk lewactwa i genderyzmu miejsce po tęczy na pl. Zbawiciela – zajeżdżamy mobilem! Nie wpuszczamy „Czterech śpiących” na swoje poprzednie miejsce – bo już tam popasamy. Potrzebujemy kierunku na Kijów, na Wilno, na Lwów – proszę bardzo. Cóż lepszego niż kadrowanie prześwitem Łuku, naszych niezwyciężonych hufców, wyruszających w dowolnym miejscu i w dowolnym kierunku w naszej świętej sprawie. Możliwości i zastosowań jest nieskończenie wiele!

                                         Andrzej Skoczylas