Nowa dyrekcja warszawskiego CSW zorganizowała konferencję (?) prasową, na której nie przewidziała zadawania jej jakichkolwiek pytań. Ciekawe otwarcie!
Działo się to w ub.tygodniu, kiedy to rozstrzelano redakcję Charlie Hebdo, a milionowy tłum w Paryżu manifestował solidarność z redakcją i jej wybitnymi rysownikami z kolorowymi kredkami w rękach. Chyba to jakoś dotyczy sztuk wizualnych, które i u nas są symbolicznym obiektem represji ( co prawda nie ze strony terrorystów islamskich i na szczęście niekrwawych )…Nowa, młoda i prężna dyrekcja CSW w ogóle tego nic nieznaczącego faktu nie zauważyła i wyrecytowała swój, całkowicie oderwany od realiów program,który mógłby być. zrealizowany równie dobrze w każdej innej publicznej instytucji artystycznej zajmującej się -w Warszawie i poza nią- sztuką współczesną.
I rzeczywiście! Mimo dumnego tytułu „CSW zmienia się”, ten program niczym nie różni się od poprzednich, jeszcze za długoletniego szefostwa Wojciecha Krukowskiego, a jest o wiele nudniejszy od tego, co proponował jego epizodyczny następca Fabio Cavallucci (o którym w ogóle nowi, prężni liderzy nie wspomnieli).
To jeszcze jedna z tych wspaniałych tradycji III RP, że nie mówi się o tych, których potraktowano źle i niesprawiedliwie.Ten pogoniony przez załogę szef Centrum, poza tym że sprowadził do Polski wystawę Maurizia Cattelana (oczywiście z założenia kontrowersyjną), a nikt inny u nas by się na to nie zdobył, zastanawiał się przynajmniej ( byłam tego świadkiem) nad tym, czym różnić się powinno CSW od dwóch innych warszawskich salonów – Zachęty i Muzeum Sztuki Nowoczesnej i miał ciekawe przemyślenia i pomysły.
Ale to spojrzenie z zewnątrz okazało się zdatne psu na budę, bo karuzela wystawowego nonsensu , w której krąży te same kilkanaście nazwisk artystów i ich kuratorów ma kręcić się dalej i niech tu nikt nie wazy się niczego zmieniać!
Efekt jest taki, ze pomiędzy kolekcjami muzeów narodowych, w których sztuka współczesna jest reprezentowana w stałych ekspozycjach marginesowo, a tym, co proponuje szpica publicznych galerii sztuki nowoczesnej, wytworzyła się ogromna czarna dziura! Zniknęło z obiegu kilkadziesiąt lat twórczości i co najmniej kilkuset artystów, którzy przebywają w czymś w rodzaju czyśćca, oczekując aż któryś z kuratorów młodszego pokolenia wyciągnie do nich rękę. Czasami mają szczęście, jak ostatnio Henryk Tomaszewski czy Wojciech Fangor, ale tych szczęśliwców można policzyć dosłownie na palcach.
Stało się coś bardzo złego, szkodliwego i głupiego. Wymazywanie nigdy w historii dobrze się nie kończyło. Wydawałoby się, że to rzecz dla wszystkich światłych ludzi oczywista. Tak jak oczywiste jest, że nie można mówić i pisać, że coś się zmienia, jeśli po prostu ( po krótkiej przerwie) wraca stare!
I nie zauważać,ze europejscy artyści są z jakiegoś powodu Charlie Hebdo!
joanna s.
