Jacek Werbanowski 1953 – 2015

         W niedzielę zmarł Jacek Werbanowski

 

       

Portrety SZTUKI                                                 Edward Dwurnik 1987r.

         Był człowiekiem,  który zostawił po sobie wielki żal. Za tym czego jeszcze mógł dokonać, a los mu przerwał. Za tym, ile jeszcze mógł dokonać dla dziesiątków młodych artystów, dla ukochanego polskiego malarstwa, a nie udało się.. Był niezrównany w delikatności, czułości, z jaką poruszał się w sztuce współczesnej. Był dobrym, szlachetnym człowiekiem, nie znał złości do drugiego, co u nas graniczy z niemożliwym, a jednak taki był. Żegnaj Jacku. 

                                                                                                 Andrzej Skoczylas

                                                                                                                                                             

 

Durczok i inni „w pakiecie”

Na stół wyłożono pakiet: TVN i jej długi oraz jej „gwiazdy” i wszyscy inni. Można to kupić, ale za ile?

Oczywiście, za tyle, ile da najbardziej zainteresowany. Ostatnia tabloidowa „afera”, której bohaterem jest szef Faktów Kamil Durczok z pewnością wpłynie na ostateczną cenę.

Sam Durczok nie zachowuje się jak osoba całkowicie niezaangażowana w zarzucane mu przestępstwa:molestowanie koleżanek z pracy i „aferę narkotykową”.

Gdyby to było pomówienie, to skąd ten płaczliwy ton w wywiadzie z Dominiką Wielowieyska? Osoba niczemu niewinna zachowuje się zupełnie inaczej, nie „marzy o tym, żeby jeszcze raz poprowadzić Fakty”, nie mazgai się, ale występuje z otwartą przyłbicą i od razu skarży oszczerców do sądu !

Durczok nie poprowadzi już Faktów i nie wiem, czy Fakty ten skandal przetrwają. Nie chciałabym być w skórze pracowników TVN, którzy może dopiero teraz przekonali się, jak wyglądają prawa rynku, którego są częścią.

Niektórzy robią nadal dobrą minę do złej gry, ale myślę, że nie wszyscy są ofiarami wykonywanego przez siebie piaru i autoreklamy…

                                                       joanna s.



Co tak rozjuszyło Dawida Warszawskiego?

On jest w ogóle nerwowy i porywczy, ale tym razem przeszedł chyba samego siebie. W sobotnio-niedzielnej :GW” rzucił się na pisarkę Annę Janko, która w wywiadzie opublikowanym w „GW” tydzień wcześniej, „postulowała , by polski antysemityzm czasu II wojny światowej rozpatrywać w kontekście niemieckiego antysemityzmu ( i innych)…łącznie z żydowskim antysemityzmem, na przykład tym, co w Ameryce nie chciał przyjąć swojej biedoty z Europy”. Zaczął na Annę Janko okropnie krzyczeć, że to jakaś monstrualna niedorzeczność! Szturchnął nawet przeprowadzającą wywiad Donatę Subbotko, że na to bezeceństwo nie zareagowała!

Nie będę oczywiście podawać w wątpliwość szlachetnych działań Jointu. Chociaż i tutaj warto przypomnieć, jak trudno było Żydom z okupowanej Europy przedostać się do Stanów Zjednoczonych, jak długo odmawiano wizy Hannie Arendt, ilu niemieckich Żydów, nie doczekawszy się pomocy popełniło samobójstwo (Walter Benjamin), ilu francuskich Żydów starających się o wyjazd ma daty śmierci 1941, 1942 (Chaim Soutine, Louis Marcoussis). To osoby należące przecież do elity swoich krajów.

Nie znam żadnego przykładu emigracji z Polski do Stanów kogoś z żydowskiej biedoty, która stanowiła przytłaczająca większość  polskich gmin żydowskich przed wojną. Oni nie dostawali pomocy z Jointu.

Niestety…Ani supliki Jana Karskiego ani samobójstwo Szmula Zygielbojma nie uzmysłowiło prezydentowi Rooseveltowi i zachodnim aliantom, że na ziemiach polskich Żydzi umierają z głodu i chorób w gettach, że są wywożeni masowo do obozów śmierci. O Holocauście nie wspominano na żadnej ze słynnych konferencji – ani w Teheranie, ani w Jałcie ani w Poczdamie. 

Pomoc humanitarna Jointu nie zmieniła okrutnego faktu, że na ziemiach polskich wymordowano w najbardziej bestialski sposób miliony Żydów polskich i europejskich.

Nikt nie rozgrzeszy tych Polaków, którzy pomagali nazistom.

Ale Warszawski rozdaje dalej ciosy na oślep. Wyjątkowo obrzydliwe jest wymienianie wśród antysemitów Karola Marksa, który wyrzekł się wiary przodków, był ateistą  i nazwał  religię „opium dla ludu”, ale nie napisał żadnego tekstu , który – zgodnie z definicją Warszawskiego – można by określić jako przejaw żydowskiej ideologii nawołującej do nienawiści wobec Żydów! Dawno nie czytałam tak absurdalnego oskarżenia!

A co ma z tym wszystkim wspólnego „antypolonizm” Feliksa Dzierżyńskiego?

Nie rozumiem. Podobnie jak końcowego okrzyku, że Anna Janko – jeśli traktować ją poważnie – wybiela polski, a przy okazji i niemiecki antysemityzm, no bo skoro sami Żydzi też…

Przydałaby się szklanka zimnej wody na otrzeźwienie…

                                                  joanna s.



  


Panie Prezydencie Rzeczypospolitej, to nic nie kosztuje!

a tyle znaczy… Takim jednym, symbolicznym, niezwykle ważnym (pod warunkiem, że wyegzekwowanym!) pociągnięciem, przechodzi się do historii! Czemu miałby Pan z tego zrezygnować?

Mamy w Polsce niemal tysiąc muzeów, w tym 519 muzeów artystycznych, zarządzanych przez ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego. Od zamków, pałaców, rezydencji, muzeów narodowych, regionalnych, przez galerie narodowe i centra sztuki współczesnej, muzea historyczne , naukowe i techniczne do muzeów bursztynu i kolejek wąskotorowych itp. Niemal każda z tych dotowanych z budżetu placówek oferuje zwiedzającym wstęp wolny któregoś dnia w tygodniu (wyjątkami są, niestety, Centrum Nauki Kopernik i Muzeum Historii Żydów Polskich): we wtorek, środę, czwartek, piątek , sobotę lub niedzielę, bo w poniedziałek są zamknięte. W efekcie nikt nie wie na pewno, kiedy  i gdzie wizyta jest dla wszystkich BEZPŁATNA!

Chodzi po prostu o to, by ustanowić we wszystkich polskich muzeach JEDEN i ten sam dzień WOLNEGO WSTĘPU.

Ideałem byłaby NIEDZIELA, kiedy rodzina może mieć trochę czasu dla siebie. Wszystkim byłoby wiadome, że tego dnia, by wejść do jakiegokolwiek muzeum w kraju, nie trzeba sięgać do portfela!

Taką decyzję może podjąć i wyegzekwować tylko Pan, Panie Prezydencie, ponieważ – jak się okazuje – żaden z licznych organów założycielskich placówek muzealnych, dotowanych z pieniędzy podatników, nie okazał się od 1945 r. zdolny do uporządkowania tego „problemu” u siebie, nie wspominając już o jakiejkolwiek koordynacji z partnerami.

 W cywilizowanym świecie, już od czasów Rewolucji Francuskiej, kiedy otwarto dla ludu Luwr, uznano za oczywistość, że dostęp do dóbr kultury jak najszerszych mas obywateli należy do pierwszych, strategicznych celów nowoczesnego państwa. Bez tej legitymacji, w naszym przypadku popartej Konstytucją, której jest Pan strażnikiem, potwierdzanej codzienną praktyką i rzeczowymi dowodami, nie ma mowy o równości szans w edukacji i kulturze, o polityce kulturalnej, czyli wiarygodności naszego demokratycznego państwa.

Ta polityka  (w gruncie rzeczy mizerna i zdawkowa), jest i tak u nas stale, od lat, zawężana! Patrz: horrendalnie wysokie, jak na stan zamożności społeczeństwa, ceny biletów wstępu do muzeów (około 100 zł od rodziny). Tak nie może dłużej być!

To przecież państwo – nakładając lub tolerując nakładanie takich haraczy na obywateli – zamyka mniej zamożnym i nieuprzywilejowanym możliwości awansu cywilizacyjnego, skazując ich na trwałe upośledzenie i wykluczenie.To nie minister kultury – i tym bardziej nie Pan – ustala ceny biletów do dotowanych przybytków kultury i sztuki, które wykluczają całe warstwy społeczeństwa z uczestnictwa w kulturze. Państwo, czyli też Pan, Panie Prezydencie, ma jednak w ręku oręż, by te hordy pseudomenedżerów, marketingowców kultury i podobnych cudotwórców i innych balcerowiczowskich „specjalistów”, którzy to powodują, utrzymać w ryzach. Bo przecież to samo państwo jest najczęściej ich mecenasem, donatorem, pracodawcą, a często także twórcą ich karier! Z tego samego budżetu uprzednio ich przecież wyszkolono, nadano im rangę i pozycję. W zamian można chyba czegoś oczekiwać, tyle że trzeba chcieć i umieć formułować cele. I nie dziwić się, że mianowany dyrektor muzeum czy innej narodowej galerii, staje się lub czuje kimś w rodzaju właściciela spółki, w której on sam decyduje o wszystkim. Albo albo.

Wiele zła można wytknąć rzeczywistości Polski Ludowej. I to się robi wciąż, stale, do upojenia, by już nie używać dosadniejszych, sformułowań. Równie dużo można przytaczać prawd o wynaturzeniach, gwałtach i opresyjności w całej ówczesnej sferze kultury – nadbudowy – jak w tamtej nomenklaturze nazywano obszar twórczości i idei. Najradykalniejszy jednak oskarżyciel i tropiciel zwyrodnień PRL-owskiej „komuny”, przyznać musi (i – co ciekawe – przyznaje), że w całej naszej historii nie było tak powszechnego i masowego dostępu do edukacji, dziedzictwa narodowego, uczestnictwa w kulturze, przybliżania kolejnym pokoleniom twórczości artystycznej, także najwyższego lotu (vide: konkursy chopinowskie) jak wówczas. Nigdy i nigdzie polska kultura i sztuka we wszystkich swoich przejawach nie wydała tak wspaniałych dzieł i twórców, jak wtedy. Jest z czego brać wzory.

Święty”, szczególny dzień w całej Polsce (zresztą zasada ta jest strzeżona jak źrenica oka w cywilizowanych krajach Zachodu), dzień wolnego wstępu do muzeów, ma wymiar fundamentalny i symboliczny zarazem. Trudno o bardziej wyrazisty znak intencji państwa w sferze kultury, u nas niemal całkowicie zaprzepaszczony. Niech zilustruje ten klimat konkretny przykład:

– najpiękniejszy szlak spacerowy w Polsce wzdłuż podnóża Zamku Królewskiego w Warszawie, obok perełki odnowionych Arkad Kubickiego, jest stale brutalnie zamykany przed publicznością lub łaskawie, z kaprysu  udostępniany plebsowi przez możnowładców. I nieważne, czy są to decyzje jaśnie oświeconego mgr dr hab. dyrektora Zamku czy też cudownego menago, „mającego głowę po środku i wiedzącego jak się robi pieniądze na kulturze”. Efekt jest ten sam co przy biletach – upodlenie, wykluczenie, degradacja.

Panie Prezydencie, nie jest Pan od tego by zarządzać, uzdrawiać, poprawiać. Tym bardziej nie od tego, by wyręczać urzędników i administrację. Uczyć dyrektorów zamków, odbudowanych z publicznych środków, co to znaczy humanizm i dobro wspólne. Ale powinien Pan chyba uczynić gest, dać impuls do zmiany w dobrym kierunku!

                                   Joanna i Andrzej Skoczylasowie

                                                                            

Lewicowe sieroty się skarżą!

Tak się złożyło, że ostatnio bardzo często natrafiam na osieroconych przez postsolidarnościową władzę lewicowców (?). Często byli to w przeszłości działacze, a nawet liderzy b.Solidarności, którym bardzo nie podoba się to, co zdarzyło się w Polsce po 1989 r., a w szczególności punkt dojścia, czyli to, co mamy dziś.

Pierwszy był sam Lech Wałęsa ( nie o takie Polske), potem Zbigniew Bujak („Przepraszam za „Solidarność”)i Karol Modzelewski, a potem bardzo liczni przeciwnicy „reform” Leszka Balcerowicza, którzy już się nie hamowali (Andrzej Lepper, Piotr Ikonowicz) i nazywali rządzących „złodziejami”, niezależnie od ich przynależności partyjnej, orientacji politycznej i wspólnej kombatanckiej przeszłości. Nagle okazało się, że oprócz tego, który „musiał odejść” i w końcu odszedł, a raczej został przez wyborców wykopany,ale nadal mądrzy się w swoim stylu (i prawdopodobnie będzie teraz „leczył” Ukrainę – Poroszenko drżyj!), są także inni ekonomiści, rojący coś o „społecznej gospodarce rynkowej”. Żaden z nich istotnej roli nie odegrał wtedy, kiedy można było transformować inaczej, sprawiedliwiej, nie wydzierając sobie z rąk, tego co było do podziału. Bo faktycznie niemal wszystko zostało pozamiatane w pierwszym, nieprzytomnym zachłyśnięciu się solidarnościowym triumfem, któremu nie ulegli, oczywiście, najwięksi cwaniacy, niekoniecznie z „Solidarności”. Oni wiedzieli, że „czarna dziura”i pełna ruina gospodarki to mit, ale – oczywiście dla niepoznaki trzeba go powtarzać. Właśnie dlatego,że było na czym się uwłaszczyć (tyle że po cichu), mimo srogiej miny reformatora Balcerowicza. Ci inni, „społecznie wrażliwi” postsolidarnościowi reformatorzy odezwali się dopiero wtedy, kiedy nie było już co zbierać, bo w posiadaniu skarbu państwa zostały niemal wyłącznie przedsiębiorstwa chronicznie deficytowe, do których trzeba stale dopłacać z budżetu ( spółki węglowe, LOT itd.).

A najbardziej „sprawiedliwy” wśród rządzących – Jacek Kuroń był  Balcerowiczem zafascynowany i bez żadnych oporów osładzał jego „niewidzialną rękę” serwując zupę dla bezrobotnych i bezdomnych na Rynku Starego Miasta w Warszawie.

W ekspresowym tempie miała powstać klasa średnia -ludzie młodzi, nowi, pełni entuzjazmu, za wszelką cenę pragnący wykorzystać niczym nieograniczoną wolność, oferowaną im przez neoliberalny system. Oni mieli budować tę nową rzeczywistość., jak niegdyś zetempowcy. Dziś są ofiarami tamtej propagandowej bańki i własnej naiwności, zostali niewolnikami swoich szefów i 30-letnich kredytów mieszkaniowych, zaciąganych w korporacjach bankowych, którym chodziło tylko o własne zyski.

Chronologicznie ostatnimi wśród skarżących się okazali się, jak zwykle, intelektualiści, którzy obudzili się dopiero wtedy, gdy wolnorynkowe zasady dotknęły także ich uczelni. Nagle (Marcin Król i inni) dostrzegli jakieś ogromne nierówności społeczne, dyskryminację, wykluczenie. Na serio przestraszyli się, że są temu winni, że będą wisieć na latarniach!

Sieroty po lewicowej solidarności cierpią także w dziedzinie kultury i sztuki. Też są ofiarami wykluczonymi z życia artystycznego, bo do gry weszło nowe pokolenie i odsunęło ich i ich bohaterskie związki twórcze na margines. Organizatorzy wystaw w kościołach w stanie wojennym (prof.Piotr Piotrowski) nie rozumieją dziś po co im to było, skoro ich niegdysiejsi sprzymierzeńcy postawili nie na artystyczną awangardę, ale niemal wyłącznie na figury święte i najświętszą wśród nich  – polskiego papieża. Pamiętam występy poznańskiego Teatru 8 Dnia w zrujnowanym jeszcze wówczas kościele przy ul.Żytniej. Diva spektaklu autorstwa Zbigniewa Herberta – Ewa  Wójciak w wolnej RP została zmieszana z błotem i musiała pożegnać się ze swoją sceną

Kac jest wielki. Ostatnio słyszę jednak, że ćwierć wieku po upadku totalitarnego ustroju, kiedy postkomunistyczne SLD goni resztkami sił, jest szansa na powstanie nowej lewicy. To nie  będzie proste, bo na razie nie widać śladu lewicowego programu a tylko mniej lub bardziej niepoważnych kandydatów na przywódców z Anna Grodzką i Magdaleną Ogórek na czele, a w przedpokoju czekają jeszcze Piotr Duda, Ryszard Kalisz, Piotr Ikonowicz nie wspominając już o środowisku „Krytyki Politycznej” i LGBT. A może do lewicy przystąpi jeszcze raz Janusz Palikot? niewykluczone!To się dopiero zakotłuje!

                                                        joanna s.