a tyle znaczy… Takim jednym, symbolicznym, niezwykle ważnym (pod warunkiem, że wyegzekwowanym!) pociągnięciem, przechodzi się do historii! Czemu miałby Pan z tego zrezygnować?
Mamy w Polsce niemal tysiąc muzeów, w tym 519 muzeów artystycznych, zarządzanych przez ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego. Od zamków, pałaców, rezydencji, muzeów narodowych, regionalnych, przez galerie narodowe i centra sztuki współczesnej, muzea historyczne , naukowe i techniczne do muzeów bursztynu i kolejek wąskotorowych itp. Niemal każda z tych dotowanych z budżetu placówek oferuje zwiedzającym wstęp wolny któregoś dnia w tygodniu (wyjątkami są, niestety, Centrum Nauki Kopernik i Muzeum Historii Żydów Polskich): we wtorek, środę, czwartek, piątek , sobotę lub niedzielę, bo w poniedziałek są zamknięte. W efekcie nikt nie wie na pewno, kiedy i gdzie wizyta jest dla wszystkich BEZPŁATNA!
Chodzi po prostu o to, by ustanowić we wszystkich polskich muzeach JEDEN i ten sam dzień WOLNEGO WSTĘPU.
Ideałem byłaby NIEDZIELA, kiedy rodzina może mieć trochę czasu dla siebie. Wszystkim byłoby wiadome, że tego dnia, by wejść do jakiegokolwiek muzeum w kraju, nie trzeba sięgać do portfela!
Taką decyzję może podjąć i wyegzekwować tylko Pan, Panie Prezydencie, ponieważ – jak się okazuje – żaden z licznych organów założycielskich placówek muzealnych, dotowanych z pieniędzy podatników, nie okazał się od 1945 r. zdolny do uporządkowania tego „problemu” u siebie, nie wspominając już o jakiejkolwiek koordynacji z partnerami.
W cywilizowanym świecie, już od czasów Rewolucji Francuskiej, kiedy otwarto dla ludu Luwr, uznano za oczywistość, że dostęp do dóbr kultury jak najszerszych mas obywateli należy do pierwszych, strategicznych celów nowoczesnego państwa. Bez tej legitymacji, w naszym przypadku popartej Konstytucją, której jest Pan strażnikiem, potwierdzanej codzienną praktyką i rzeczowymi dowodami, nie ma mowy o równości szans w edukacji i kulturze, o polityce kulturalnej, czyli wiarygodności naszego demokratycznego państwa.
Ta polityka (w gruncie rzeczy mizerna i zdawkowa), jest i tak u nas stale, od lat, zawężana! Patrz: horrendalnie wysokie, jak na stan zamożności społeczeństwa, ceny biletów wstępu do muzeów (około 100 zł od rodziny). Tak nie może dłużej być!
To przecież państwo – nakładając lub tolerując nakładanie takich haraczy na obywateli – zamyka mniej zamożnym i nieuprzywilejowanym możliwości awansu cywilizacyjnego, skazując ich na trwałe upośledzenie i wykluczenie.To nie minister kultury – i tym bardziej nie Pan – ustala ceny biletów do dotowanych przybytków kultury i sztuki, które wykluczają całe warstwy społeczeństwa z uczestnictwa w kulturze. Państwo, czyli też Pan, Panie Prezydencie, ma jednak w ręku oręż, by te hordy pseudomenedżerów, marketingowców kultury i podobnych cudotwórców i innych balcerowiczowskich „specjalistów”, którzy to powodują, utrzymać w ryzach. Bo przecież to samo państwo jest najczęściej ich mecenasem, donatorem, pracodawcą, a często także twórcą ich karier! Z tego samego budżetu uprzednio ich przecież wyszkolono, nadano im rangę i pozycję. W zamian można chyba czegoś oczekiwać, tyle że trzeba chcieć i umieć formułować cele. I nie dziwić się, że mianowany dyrektor muzeum czy innej narodowej galerii, staje się lub czuje kimś w rodzaju właściciela spółki, w której on sam decyduje o wszystkim. Albo albo.
Wiele zła można wytknąć rzeczywistości Polski Ludowej. I to się robi wciąż, stale, do upojenia, by już nie używać dosadniejszych, sformułowań. Równie dużo można przytaczać prawd o wynaturzeniach, gwałtach i opresyjności w całej ówczesnej sferze kultury – nadbudowy – jak w tamtej nomenklaturze nazywano obszar twórczości i idei. Najradykalniejszy jednak oskarżyciel i tropiciel zwyrodnień PRL-owskiej „komuny”, przyznać musi (i – co ciekawe – przyznaje), że w całej naszej historii nie było tak powszechnego i masowego dostępu do edukacji, dziedzictwa narodowego, uczestnictwa w kulturze, przybliżania kolejnym pokoleniom twórczości artystycznej, także najwyższego lotu (vide: konkursy chopinowskie) jak wówczas. Nigdy i nigdzie polska kultura i sztuka we wszystkich swoich przejawach nie wydała tak wspaniałych dzieł i twórców, jak wtedy. Jest z czego brać wzory.
„Święty”, szczególny dzień w całej Polsce (zresztą zasada ta jest strzeżona jak źrenica oka w cywilizowanych krajach Zachodu), dzień wolnego wstępu do muzeów, ma wymiar fundamentalny i symboliczny zarazem. Trudno o bardziej wyrazisty znak intencji państwa w sferze kultury, u nas niemal całkowicie zaprzepaszczony. Niech zilustruje ten klimat konkretny przykład:
– najpiękniejszy szlak spacerowy w Polsce wzdłuż podnóża Zamku Królewskiego w Warszawie, obok perełki odnowionych Arkad Kubickiego, jest stale brutalnie zamykany przed publicznością lub łaskawie, z kaprysu udostępniany plebsowi przez możnowładców. I nieważne, czy są to decyzje jaśnie oświeconego mgr dr hab. dyrektora Zamku czy też cudownego menago, „mającego głowę po środku i wiedzącego jak się robi pieniądze na kulturze”. Efekt jest ten sam co przy biletach – upodlenie, wykluczenie, degradacja.
Panie Prezydencie, nie jest Pan od tego by zarządzać, uzdrawiać, poprawiać. Tym bardziej nie od tego, by wyręczać urzędników i administrację. Uczyć dyrektorów zamków, odbudowanych z publicznych środków, co to znaczy humanizm i dobro wspólne. Ale powinien Pan chyba uczynić gest, dać impuls do zmiany w dobrym kierunku!
Joanna i Andrzej Skoczylasowie