On już przegrał. Widać to było po ogłoszeniu pierwszych, jeszcze nie rzeczywistych wyników. Załamany i rozbity czytał z kartki sztywniackie, przygotowane przez kogoś „wystąpienie”. Po niemrawym wieczorze wyborczym w sztabie PO chyba źle mu się chyba spało, skoro następnego dnia nagle zachwycił się „jowami” i referendami, o których dotychczas bynajmniej nie marzył. Ma już swój projekt „nowelizacji” konstytucji spreparowany pewnie w nocy, na łapu capu przez wybitnych „doradców”. Dla każdego było jasne, że chce natychmiast zaprezentować się jako „swój chłop” i kupić na pniu wyborców Kukiza…Francuzi nazwaliby to odwróceniem marynarki na lewą stronę, co nie jest komplementem dla polityka. W dodatku za późno o te parę lat!
Komorowski musi przegrać, bo udowodnił, że się na prezydenta po prostu nie nadaje!
W filmie „Wagabunda” Elvis Presley trafia na swoim szybkim motorze do pewnego zapyziałego amerykańskiego miasteczka i zastanawia się, jak spędzić tam choćby jeden wieczór. Rozpytuje mieszkańców, czy są tu jakieś ciekawe miejsca, rozrywki, dziewczyny i załamuje się: ta dziura to tylko przedszkole i wojsko!Tu w ogóle nie da się żyć!
To określenie „przedszkole i wojsko” doskonale pasuje do osoby i kadencji naszego kandydata, „murowanego zwycięzcy” , któremu wydawało się ( bo tak przekonywało go rozleniwione otoczenie) , że wygra w pierwszej turze. Przez pięć lat fundował nam umysłowe przedszkole (dzieci też na ogól nie znają obcych języków i polskiej ortografii i nie zajmują się strategicznymi rozważaniami), brylowanie na salonach w towarzystwie generalskich mundurów i marzenia o amerykańskich myśliwcach, czołgach i rakietach.
Mówiąc poważnie, mam mu do zarzucenia nie tylko immobilne i gnuśne trwanie, ale niewybaczalne błędy w tych dziedzinach, w których – zgodnie z konstytucją – ma wiele do powiedzenia.
Mamy zbroić się po zęby ( bo na to w budżecie pieniądze musiały się znaleźć, w odróżnieniu od bogobojnej „polityki rodzinnej”, która sprowadza się do ględźby), bo – oczywiście – grozi nam rychły najazd zezwierzęconych bolszewików z gwiazdami na czapkach i ponowne zniewolenie.
Sowieci nic a nic się nie zmienili od 1920 r. i nie ma o czym z nimi rozmawiać, bo oni chcą nas po prostu podbić i wchłonąć jak Krym.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Jest – oczywiście – również polityka historyczna, która nakazuje nam celebrowanie ( w założeniu – na najwyższym światowym szczeblu) 70-lecie zwycięstwa w Polsce, na Westerplatte i bez Rosjan. Bo co oni do tego mają?
Komorowskiemu nie pomogą ani jowy, ani referenda, ani umizgi do przeciwników, ani Kwaśniewski, który właśnie go wsparł.
Szkoda, że trzeba czekać na to jeszcze dwa tygodnie…
joanna s.