Oaza Nowego Miasta

             Niestety, nie wygrał Komorowski, jak liczyłem w poprzednim blogu. Przegrałem i ja, pogrążając się w stan wściekłości i prostracji zarazem, a to prowadzi do pomysłów niedorzecznych, jak emigracja (nie wewnętrzna), danie sobie ze wszystkim spokoju, tu na miejscu, w Kraju itp.

   Powlokłem się więc do mojej Komisji Wyborczej numer 9 przy ulicy Przyrynek, by przeczytać wyniki, i co widzę? Frekwencja powyżej 70% (w Polsce 55%). Głosowało 1137 osób (w I turze 1014). Oddano głosów: Bronisław Komorowski – 632 (w I turze 428), Andrzej Duda – 487 (w I turze 341). Wygrał Komorowski, z niecałymi 60% z Dudą, ponad 40%.

   Wnioski: – jesteśmy na Nowym Mieście enklawą, oazą. Cóż z tego, że w Polsce wygrywają Dudy, Kukizy, Korwiny i inne Palikoty. My tu, na Nowym Mieście, jesteśmy zwyczajnie mądrzejsi i rozsądniejsi niż ogół. To pocieszające.

Nie zawiodłem się licząc, że przyjdzie nas do urn więcej niż w I turze. I przyszło, 123 sąsiadów więcej! I że jesteśmy razem w dobrym towarzystwie. Dobre i to, bo możemy przeczekać gorsze dni w oazie. Mającej dobre, przyjemne strony, jak to oaza…

                                                      Andrzej Skoczylas

Nie zgadzam się

    z moją ulubioną żoną – Bronisław Komorowski wygra II turę wyborów i pozostanie prezydentem Rzeczypospolitej.

Zgadzam się, że prowadzi kiepską, a momentami fatalną kampanię wyborczą. Że wyraźnie ulega niewydarzonym, panikarskim podszeptom swego otoczenia, które podkopują jego image i naturalne walory.

Nie od dziś uważałem, że kampania wyborcza jest mu niepotrzebna, więcej, będzie działała na jego niekorzyść.  I że powinien jej unikać za wszelką cenę, oczywiście w granicach prawa i dobrego smaku. Ona jest potrzebna różnym nawiedzonym i podobnym pomyleńcom oraz kreaturom znikąd, ale nie jemu! Bronisław Komorowski przedstawił się już wszystkim wystarczająco wyraziście i bez żadnych niedomówień, podczas całej swojej pięcioletniej kadencji. I była to kadencja niezwykle udana (oczywiście w granicach niezbędnego tej funkcji realizmu) i oceniona została bardzo wysoko przez opinię publiczną. Ale… do momentu „wybuchu” kampanii wyborczej. Raptem wszystko zaczęło się sypać, pojawiły się jakieś bronkobusy, idiotyczne spoty z poparciem aż Andy Rottenberg itp. pyskówki na targowiskach et cet. A nie nastąpiło przecież jakieś przełomowe, globalne wydarzenie zmieniające odbiór społeczny prezydentury Komorowskiego i jej najwyższych notowań zaufania! Nie, zaczęła się natomiast młócka, wrzask, okładanie się tym czym popadnie. Ten obłędziarsko-kuriozalno-żenujący spektakl trwa już kilka miesięcy, a „zaproszony” do niego Prezydent musi być w nim ubabrany i ośmieszany. Zresztą, często na własne życzenie. Nie zasługuje na to.

Jestem człowiekiem lewicy i wstyd mi, że schodzi ona ze sceny w tak kompromitujący sposób, jak przez nominację w jej imieniu do prezydentury pani Ogórek. Nie wytrzymałem, nie mogłem – dałem swój głos    Bronisławowi Komorowskiemu. Człowiekowi, obcej mi przecież, formacji ideologiczno-politycznej. Dlatego, że w przedstawionej nam galerii kandydatur do najwyższego urzędu jest po prostu bezkonkurencyjny. Bije na głowę konkurentów klasą, powagą, formatem, sposobem piastowania urzędu. I najważniejsze, jest antykaczyński!

Dlaczego wygra Komorowski i ja na niego po raz drugi oddam głos? Dlatego, że jego elektorat uśpiony pewnością wygranej w pierwszej rundzie, teraz zmobilizuje się i pójdzie do urn w większej liczbie.

W mojej Komisji Wyborczej przy ulicy Przyrynek na warszawskim Nowym Mieście, wyniki I rundy były następujące: – frekwencja, prawie 70% (kart 1500, wydano 1014). Komorowski – 428. Duda – 341. Kukiz – 142. Korwin – 27. Ogórek – 15. Głosowali rozsądni, mądrzy ludzie. Wiedzą co im grozi, dlatego 24. pójdą ze swymi niegłosującymi sąsiadami do urn. Dlatego Bronisław Komorowski wygra.

                                                   Andrzej Skoczylas 

Komorowski musi przegrać!

On już przegrał. Widać to było po ogłoszeniu pierwszych, jeszcze nie rzeczywistych wyników. Załamany i rozbity czytał z kartki sztywniackie, przygotowane przez kogoś „wystąpienie”. Po niemrawym wieczorze wyborczym w sztabie PO chyba źle mu się chyba spało, skoro następnego dnia nagle zachwycił się „jowami” i referendami, o których dotychczas bynajmniej nie marzył. Ma już swój projekt „nowelizacji” konstytucji spreparowany pewnie w nocy, na łapu capu przez wybitnych „doradców”. Dla każdego było jasne, że chce natychmiast zaprezentować się jako „swój chłop” i kupić na pniu wyborców Kukiza…Francuzi nazwaliby to odwróceniem marynarki na lewą stronę, co nie jest komplementem dla polityka. W dodatku za późno o te parę lat!

Komorowski musi przegrać, bo udowodnił, że się na prezydenta po prostu nie nadaje!

W filmie „Wagabunda” Elvis Presley trafia na swoim szybkim motorze do pewnego zapyziałego amerykańskiego miasteczka i zastanawia się, jak spędzić tam choćby jeden wieczór. Rozpytuje mieszkańców, czy są tu jakieś ciekawe miejsca, rozrywki, dziewczyny i załamuje się: ta dziura to tylko przedszkole i wojsko!Tu w ogóle nie da się żyć!

To określenie „przedszkole i wojsko” doskonale pasuje do osoby i kadencji naszego kandydata, „murowanego zwycięzcy” , któremu wydawało się ( bo tak przekonywało go rozleniwione otoczenie) , że wygra w pierwszej turze. Przez pięć lat fundował nam umysłowe przedszkole (dzieci też na ogól nie znają obcych języków i polskiej ortografii i nie zajmują się strategicznymi rozważaniami), brylowanie na salonach w towarzystwie generalskich mundurów i marzenia o amerykańskich myśliwcach, czołgach i rakietach.

Mówiąc poważnie, mam mu do zarzucenia nie tylko immobilne i gnuśne trwanie, ale niewybaczalne błędy w tych dziedzinach, w których – zgodnie z konstytucją – ma wiele do powiedzenia.

Mamy zbroić się po zęby ( bo na to w budżecie pieniądze musiały się znaleźć, w odróżnieniu od bogobojnej „polityki rodzinnej”, która sprowadza się do ględźby), bo – oczywiście – grozi nam rychły najazd zezwierzęconych bolszewików z gwiazdami na czapkach i ponowne zniewolenie.

Sowieci nic a nic się nie zmienili od 1920 r. i nie ma o czym z nimi rozmawiać, bo oni chcą nas po prostu podbić i wchłonąć jak Krym.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Jest – oczywiście – również polityka historyczna, która nakazuje nam celebrowanie ( w założeniu – na najwyższym światowym szczeblu) 70-lecie zwycięstwa w Polsce, na Westerplatte i bez Rosjan. Bo co oni do tego mają?

Komorowskiemu nie pomogą ani jowy, ani referenda, ani umizgi do przeciwników, ani Kwaśniewski, który właśnie go wsparł.

Szkoda, że trzeba czekać na to jeszcze dwa tygodnie…

                                                                                                       joanna s.