Czytam oto, że Zbigniew Libera przygotowuje na jesień nowy projekt artystyczny – odkurzenie magazynów warszawskiej Królikarni. Może to być bardzo interesujące, jak prawie wszystko, co dotąd wyszło spod ręki tego, według mnie, najbardziej twórczego i ambitnego polskiego artysty. Równocześnie pod koniec lipca w Polityce ukazała się z nim rozmowa, w której- przyznaję- pomieścił wyznania, oceny i poglądy, które są ciekawe i dyskusyjne, a mnie po prostu zadziwiają, tak są niepodobne do jego wizerunku błyskotliwego obserwatora naszej sceny publicznej (nie tylko artystycznej), intelektualisty, bezkompromisowego nowatora i nonkonformisty.

Libera postanowił zostać reżyserem filmu fabularnego. W tym celu wstąpił i ukończył mistrzowską szkołę Andrzeja Wajdy, by z wszelkimi papierami i bez taryfy ulgowej zostać reżyserem pełnej fabuły pt „Walser”. Z tonu jego zwierzeń w Polityce wynika, że spełnił swoje marzenie, zaspokoił dokuczliwy widać brak dowartościowania, które dał mu dopiero tytuł i status reżysera! Zdumiewające!
*
Obserwuje się nie od dziś zjawisko, pisałem o już o tym na tych łamach, że czołowi artyści tzw. sztuk wizualnych, wręcz obowiązkowo rozszerzają swe wizytówki o nowe obszary specjalizacji. Nie wystarcza już notacja (!); artysta malarz, rzeźbiarz, scenograf, grafik itd. Dodawać i mnożyć teraz trzeba o kolejne, najlepiej „wyższe” jak:- reżyser wizualizacji przestrzennej, filmowiec, kreator wizualny, eseista, poeta, scenopisarz fotografii, scenarzysta, kompozytor muzyk rapsodyczno-oratoryjny, twórca pantomimy scenograficznej, ruchu, tańca itp.itd. Do tych szczęśliwców kipiących wręcz wszystkimi talentami połączonymi w jeden, wszystko obezwładniający, dobił Libera. Dziwne.
*
Twórca „Lego. Obozu koncentracyjnego z klocków lego”, „Obrzędów intymnych”, „Pozytywów”, „Urządzeń korekcyjnych”, „Jak tresuje się dziewczynki”, uznał, że nie wystarczają one do pełnej wypowiedzi, do upostaciowania hasła Libera. Bywa, zdarza się, nie on pierwszy i nie ostatni, wbrew- wydawałoby się- obiektywnemu, zewnętrznemu oglądowi, tkwi w urojeniach i obsesjach na temat swoich . Nie widziałem jeszcze „Walsera”, nie wiem, jak się go ogląda, pewne, że jest to fabuła. 117 minut filmu z początkiem, rozwinięciem, zakończeniem. Praca nad nim zajęła mu cztery lata. Niesamowite!
*
Libera, nieoczekiwanie dla mnie, skarży się, wręcz chlipie w rękaw, że z jednej strony wyprzedził swój czas o jakieś dziesięć lat, z drugiej, nikt mu nie pomógł. Ale dlaczego miałby mu ktoś pomagać? Przecież wtedy, jako konwencjonalny artysta, nie wyprzedziłby czasu! Nie rozumiem tej skargi. ani tej logiki bystrego, i umiejącego dotąd zimno kalkulować artysty.
*
Wreszcie pada kardynalne pytanie: – Kiedy pan się odkuł? Otóż Zbigniew Libera, proszę państwa, odkuł się na wykładach na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor. Przed nim wykładali tam m.in. Miłosz, Barańczak, Wałęsa, Kwaśniewski, Wodiczko. Za tym poszły propozycje wystaw, prowadzenia kursów dla studentów. „Spędziłem za oceanem trzy miesiące. Na koniec zwolniono mnie od płacenia podatku.Podczas gdy w Polsce odbiera się artystom możliwość odliczania 50 proc. kosztów uzyskania”. Takie to proste…
Andrzej Skoczylas
