w odniesieniu do rozważań o wolnościach twórczych, swobodach, społecznej roli artysty itp. w sytuacji, gdy dosłownie każdy dzień i godzina przynosi nam wszystkim nowe, fundamentalne wyzwania. Gdy zagrożona jest KONSTYTUCJA! Gdy zagrożona jest DEMOKRACJA!
Zdaję sobie sprawę z tego, jak naiwnie brzmi (i jak błyskawicznie zdezaktualizował się) w tym kontekście, poprzedni wpis – czego to artyście nie wolno na deskach scenicznych, w przestrzeni publicznej, medialnej itp. Czymże są takie rozszczepiania na czworo istoty tworzenia, poszukiwania nowych środków wyrazu, ryzyko błędu itd. wobec totalitarnego walca uruchomionego przez Jarosława Kaczyńskiego, Wodza i jego falangi, który może zmiażdżyć (i miażdży już!) na swej drodze wszystko.
Pozostają smutne, bo retoryczne pytania: jak to możliwe, że demokracja „nie rozczytała” swego śmiertelnego wroga, (który przez pięć lat negował ład konstytucyjny, instytucje państwa demokratycznego, jak urząd prezydenta), który jawnie kpił z porządku prawnego tegoż państwa i działał, mnożył kohorty? Jak to możliwe, że demokratyczne państwo nie potrafiło przez ćwierćwiecze postawić tamy, dać odpór największemu swemu destruktorowi i szkodnikowi? Odpowiedź, że na tym polega demokracja, jest wysoce niezadowalająca. Choćby dlatego, że może to być ostatnie pytanie o demokrację! I o sztukę zarazem – tak się składa. Bo tytuł tego bloga – Sztuka pro kontra – jako poświęcony racjom artystycznym, nie politycznym, straci sens.Chyba, że się mylę…
Andrzej Skoczylas
