„Nikt nic nie wie!” [1]

Ukazał się był właśnie ślicznie wydany album pt. SZTUKA W NASZYM WIEKU. Wytwórcami tego dopieszczonego pod każdym względem dzieła edytorskiego są pospołu Fundacja Sztuki Polskiej ING (Bank Śląski) i Zachęta Narodowa Galeria Sztuki.                                     

       Nakład 3000 egzemplarzy, cena 85 PLN (a więc przystępna, jak na  dzieło popularyzatorskie), zawiera 113 kolorowych reprodukcji dzieł sztuki 74 artystów, zgromadzonych przez obie te instytucje.

Przede wszystkim jednak składa się z szesnastu miniesejów, może lepiej powiedzieć – wynurzeń, naszych wybitnych ekspertów od sztuki aktualnej jak Dorota Jarecka, prof. Maria Poprzęcka, oraz mniej znanych specjalistów, ale nie mniej ambitnych i kompetentnych niż luminarze.

Całe to szacowne grono udziela odpowiedzi na kokietliwe, to znów retoryczne, bywa frywolne, czasem naiwne, zatroskane pytania: jak sobie radzić ze sztuką współczesną. Niżej przytoczę każde z tych pytań, wybrany przeze mnie cytat z autorskiego tekstu, oraz ewentualny komentarz własny.

[1.]              Dlaczego na wystawach sztuki współczesnej jest tak mało obrazów?

Odpowiada Hanna Wróblewska, dyrektorka ZACHĘTY: „(…)Dziś artysta nie tylko musi negocjować swoją pozycję w społeczeństwie – by być widzianym, słyszanym i uznanym – ale także rolę samej sztuki.(…)Ja się więc nie martwię, gdy na wystawie sztuki współczesnej nie znajduję obrazów. Pod warunkiem, że znajduję tam sztukę(…)”.

        –  Mój komentarz: A jak nie ma wcale za mało obrazów i nie można znaleźć sztuki, to co – zapytam?

[2.]             Kto i jak decyduje o tym, że coś jest dziełem sztuki?

Wyjaśnia Dorota Jarecka: „O tym, co jest dziełem sztuki, decyduje grupa złożona z szefów następujących instytucji: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Fundacja Galerii Foksal, Raster, Zachęta i Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, MOCAK w Krakowie, Muzeum Sztuki w Łodzi, plus Anda Rottenberg.(…)”

         –  To oczywiście gryząca ironia p.Jareckiej, ale już następne kwestie zwiastują dramatyzm sytuacji                                                    „(…)Jeśli moja koleżanka uważa, że obieranie ziemniaków w Zachęcie nie jest dziełem sztuki, niewiele mogę z tym zrobić.(…) Dla mojej koleżanki Julita Wójcik nie jest żadną artystką. Ja zaś będę się upierała, że jest artystką, i to wybitną. (…) nie pozostaje nic innego, jak stanąć na przeciwko siebie, odbezpieczyć pistolet i pozabijać się nawzajem.(…) Bo jakoś tak się dzieje, że coś jest uznawane za sztukę, a coś innego nie.(…) W związku z tym pytanie: „Kto decyduje?” jest źle postawione i prowokuje zwodnicze odpowiedzi. Nikt nie decyduje.” 

          –  Bez komentarza. Wystarczy.

[3.]              Co trzeba zrobić, żeby rozumieć dziś sztukę?

Trop wskazuje Iwo Zmyślony:„(…) W tej sytuacji tytułowe pytanie można odczytać w sposób czysto praktyczny: do kogo mamy się zwrócić? Odpowiedź jest w pewnym sensie banalna: tak jak w każdej branży pomocy należy oczekiwać od osób, które zajmują się tym profesjonalnie i które nawzajem ewaluują swoje kompetencje.(…)”

              –  Zgadzam się w pełni. Trzeba tylko wyczekać momentu, gdy osoby te akurat nie ewaluują nawzajem swoich kompetencji. Nie jest to dziś łatwe.

[4.]              Co decyduje o cenie dzieła sztuki?

Porad udziela kurator, galerzysta Dawid Radziszewski: „(…) Wyobraźmy sobie malarza, który (…) Nie ma żadnej historii sprzedaży, a mimo to trzeba jakoś ustalić cenę jego prac. Uważam, że cena za pierwsze sprzedane dzieło sztuki nie powinna przekraczać tysiąca euro, (…) Jeśli potwierdzi się intuicja galerzysty i prace artysty rzeczywiście zaczną się sprzedawać, wtedy cenę można nieznacznie podnieść.(…) Ogólnie rzecz biorąc, obawy pytających o kształtowanie się cen są uzasadnione w tym sensie, że negatywne zjawiska faktycznie istnieją. Są jednak marginesem,(…) Można je zresztą łatwo ominąć – im więcej będziemy czytać i chodzić na wystawy, tym trudniej będzie nas nabrać.(…)”

           –  (Wszystkie podkreślenia moje.) Słowem – lepiej jeśli będziemy mądrzejsi niż mniej mądrzy.

[5.]                Czy istnieje sztuka popularna? 

Argumentuje Szymon Żydek:„(…) Kilka miesięcy temu świat obiegła wiadomość, która dla potencjalnych użytkowników sztuki popularnej stanowi jasny punkt na widnokręgu. Portale i serwisy internetowe podały elektryzującą informację – komputery uzyskały świadomość i zaczęły malować.(…) Jeżeli komputerowe sieci neuronowe w procesie interpretowania obrazów mogły uzyskać samodzielność i zacząć tworzyć swoje własne malowidła, to dlaczego podobny mechanizm nie miałby dotyczyć wszystkich odwiedzających wystawy w galeriach i muzeach sztuki współczesnej?

             –  To jest niepodważalny i rozstrzygający dowód na istnienie sztuki popularnej. Dziękuję.

 [6.]             Czy artyści nas oszukują?

Zwierza się Łukasz Gorczyca, Raster: „(…) Rzecz działa się po jakimś wyjazdowym wernisażu, już grubo po godzinach, w atmosferze międzyśrodowiskowej integracji wspomaganej ułatwiającymi ten proces napojami. Po kilkugodzinnych nieskutecznych zabiegach znajomy artysta z rozpaczliwą  rezygnacją w głosie zwierzył się z całkowitego niepowodzenia w szczerej próbie poderwania bawiącej się z nami kuratorki. Powód wyglądał w istocie beznadziejnie:” Ona myśli, że nie chodzi mi o nią, tylko o względy instytucji, w której pracuje.(…)”

              –  Już widzę tę realistyczną scenę, gdy nawalony artysta deklamuje niczym wytrawny biurokrata swoją erotyczną formułkę. Co do kuratorki, musiała to być osoba potężna wpływami, zarzucana ofertami więc może lekko zblazowana i nieco nieufna do ubiegających się o jej względy licznych amantów. Niech Gorczyca odwróci sytuację i wyobrazi sobie siebie, że robi do niego oczko, sugerując niebiańskie rozkosze naskórkowe, np Natalia LL czy Ewa Partum. Czy mimo pewności i przekonania o własnym męskim seksapilu, nie przyszłoby mu na myśl, nie zapaliła się czerwona lampka, że może posłużyć jako narzędzie, że może być wykorzystana jego wysoka pozycja w artworldzie i  kluczowego decydenta w naszym układzie artystycznym? I że, z wielkim żalem, jak wspomniana kuratorka (nie zgadnę, która) musi wziąć na wstrzymanie? Zwyczajnie, nie może dać się uwieść artystce, by nie zostać oszukanym.

„(…) Czy artyści nas oszukują? Jest w tym dylemacie na swój sposób proste i wcale nierzadkie freudowskie nieporozumienie – ktoś, kogo podejrzewamy o oszustwo, zwyczajnie próbuje nas uwieść.”

                 –  To jest właściwa puenta. 

[7.]            Czy dzisiejsi artyści potrzebują natchnienia?

Normuje Oskar Dawicki, artysta: ” O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak!    O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak!     O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak!     O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! (~)”       

                                                       Cdn

                                                                   Andrzej Skoczylas

Libre arbitre!

   Zmarł David Bowie, wielka postać współczesnej kultury, artysta multimedialny poruszający i zapładniający swą twórczością miliony odbiorców.

   Wśród licznych komentarzy, jakie się z tej okazji pojawiły, omawiających fenomen-Bowie, najbardziej trafia mi do przekonania jego charakterystyka jako wielkiego nowatora, eksperymentatora. Przy tej też okazji wydaje mi się warta zastanowienia się jest funkcja eksperymentu, opozycji: eksperyment i nowatorstwo, ich symbiozy i znaczenia w sztuce (ale nie tylko) może szerzej, w całej naszej cywilizacji i kulturze.

   Sztuka nowożytna, obejmująca czas od początku XX wieku, określana też jako nowoczesna, przeniknięta jest eksperymentem. Jest wręcz eksperymentu synonimem. Podobnie jak jest synonimem nowatorstwa. Na przykład barbizończycy, finezyjnie ulepszali swe pejzaże, udoskonalali je zbliżając się do ideału natury, ale nie zrywali z nią. Podobnie jak impresjoniści, choć ci już większym stopniu i radykalniej rzucili wyzwanie gustom i przyzwyczajeniom widza, ale nie był to przełom taki, jaki spowodował kubizm, gdy pojawiło się kapitalne pytanie: – CO OBRAZ, dzieło, kreacja PRZEDSTAWIA, wyobraża? Od tego dziejowego momentu poprzez konstruktywizm, abstrakcję i dalsze izmy do sztuki nowej, najnowszej i aktualnej, to pytanie, w gruncie rzeczy, pozostaje otwarte.Tym samym niejako dające pole do eksperymentu i nowatorstwa w sztuce.

   Oczywiście, to nie eksperyment i nowatorstwo jest impulsem do powstawania dzieła sztuki, ale w różnym nasileniu, na przestrzeni już ponad wieku, kreowaniu dzieła towarzyszy. Rzecz w tym, że jako zjawisko bezspornie występuje, choć nie zawsze jest tak wyodrębniane i nazywane.

   Nie chcę mówić o kryzysie w sztuce czy kryzysie sztuki. Odkąd pamiętam  istniał on zawsze, bez względu na to, czy tak było naprawdę czy nie, ale to odrębny temat. Natomiast nowatorstwo i eksperyment w sztuce współczesnej jest niewątpliwie podstawą, paliwem dla wielkich kwantyfikatorów wywołujących poczucie kryzysów. W podłożu tych stanów leży poczucie bezradności, braku „narzędzi” (często prowadzące do frustracji i katastroficznych sądów) w ocenianiu wydarzeń i zjawisk artystycznych.

   Eksperymentowanie w sztuce, zwłaszcza dziś, nie jest na topie, nie jest uwypuklane i akcentowane. Dlaczego tak się dzieje, upatrywałbym w przekonaniu twórców i mas ich naśladowców, w ambiwalencji słowa eksperyment, eksperymentator. Co przecież znaczy również, popełniający błędy, naprawiający je! W słowach eksperyment, nowatorstwo, zawarty jest również charakterystyczny dualizm – omija się  niewygodne na danym etapie złożone znaczenia tych słów, przestawia ich sensy i kolejność. Nikt nie chce przyznać, że może popełnić błąd bo przyznałby, że nie jest demiurgiem, a tego w obecnym sezonie się nie nosi.          

(Przypomnę dla porządku, że sztuka w Polsce Ludowej, zwłaszcza ta po   Październiku, używała dość powszechnie prawa do eksperymentu jako alibi by w ogóle móc się rozwijać, bo władza z kolei, na eksperyment musiała przymykać oko w imię „postępowych” pryncypiów. Stąd mieliśmy np. Kantora, Hansena, Fangora, Abakanowicz i innych).

   Picasso mógł w poczuciu swej wielkości obwieszczać światu: – Ja nie szukam (w znaczeniu poszukiwania środków wyrazowych, metodą prób i błędów), ja znajduję! Choć wiadomo, że publiczne pokazanie się jego dzieła było wręcz podręcznikowym, socjologicznym eksperymentem: – chwyci czy nie chwyci?! Natomiast Beuys, na światowej scenie medialnej po prostu spokojnie stwierdza: Jestem dziełem sztuki.Ten komunikat otwiera i zarazem zamyka esencję zjawiska Beuys – z tym się nie dyskutuje, to istnieje.

   Picasso był wielkim nowatorem i eksperymentatorem zarazem, bo był pierwszy! Nikt przed nim takiej sztuki nie robił (mimo Braque’ a et consortes, w tej liczbie naszego sentymentalnego Tade Makowskiego). Natomiast miał rzeszę naśladowców (na tym też polega jego wielkość). Ulepszanie obrazu przez samego Picassa, a także niezliczonych jego imitatorów, jest nonsensem. A jednak jego naśladownictwa na masową skalę i na najróżniejsze sposoby, są uprawiane do dziś. Ot, paradoks. 

   Beuys był NOWATOREM. Udowodnił, że każdy może być artystą. Nikt przed nim tego nie zrobił. Samo ukucie terminu konceptualizm, sztuka pojęciowa, było jedynie konsekwencją, praktycznym narzędziem w jego „artystyczności”. Tysiące tysięcy podążających jego drogą napotyka jednak na kompleks: naśladownictwo – samounicestwienie – unieważnienie (bo przecież skoro każdy jest artystą ,to nie naśladowcą. To tylko pierwszy z brzegu przykład tego kompleksu). A BEUYS jest jeden.

   Niebieski pasek Edwarda Krasińskiego jest dziełem sztuki. W kontekście MoMa czy Tate Galery, niewątpliwie, ale u mnie w domu (zob. blog Kolor, funkcja i forma z 1 lutego 2012) przylepiony przez Edzia na szafie – też? Oczywiście, tyle że, kontekst jest inny, który stanowi o wszystkim. w tym o jego nośności społecznej i wywyższeniu autora.

   Roman Opałka i jego obrazy liczone były wynalazkiem, odkryciem. Są prekursorskie spełniając wybornie kryterium nowatorstwa. Nie nadają się jednak do naśladownictwa choćby z powodu zaklętego w nich czasu decydującego o wszystkim, a jednak przebijają się z wolna na światową giełdę jako dzieła jednego z bardzo nielicznych, naszych artystów. W przeciwieństwie np. do Józefa Robakowskiego, którego kultowy, jak pisze recenzentka GW, „Widok z okna” (automatyczna rejestracja przez kamerę upływającego czasu) nigdy kultowy nie będzie, bo inni byli przed nim a o jego dziele nic nikt nie wie, i boję się, nie będzie wiedział.

   Z obecnej polskiej sztuki, na serio wg mnie, już zaistniał i ma szanse swą pozycję umocnić jedynie Zbigniew Libera.Jest autorem kreacji „Obóz koncentracyjny z klocków Lego” zawierającej przekaz oryginalny, nowatorski, jasny, estetyczny w słowa tego podstawowym znaczeniu, moralizatorski, bogaty w nieograniczone wręcz możliwości interpretacyjne, polityczny wreszcie (kłania się Courbet i Picasso) i jako taki nasycony symboliką, również użytkową. A jest to lista cech daleka od wyczerpania

   David Bowie sprzedał 120 milionów albumów swojego image’u foniczno-wizualno-dizajnerskiego. Pokazał drogę, którą porwał swych fanów, a to daje Panteon. Może nieśmiertelność.

                                                         Andrzej Skoczylas 

PS Libre arbitre – wolna wola _____________________________________________________________________

Pod kreską i by nie brudzić rąk.

   Z okazji tematu dnia, zawłaszczenia Telewizji przez PIS i to w wydaniu najczarniejszym z czarnych, śmieszą mnie nadzieje poczciwych lemingów, że może trzeba poczekać na efekty dobrej zmiany, może się jakoś wszystko ułoży, że nie można krytykować nowej władzy zanim cokolwiek zrobiła, bo przyzwoitość tak nakazuje postępować, bo a nuż, Telewizja Narodowa pokaże znośny program itd, etc. Śmieszna i ponura zarazem jest naiwność, ślepota i mówmy wprost – głupota „drugiego sortu”, który nie widzi, że Naczelnik wygrał bitwę, można ją nawet nazwać cudem nad Wisłą i że tylko oto chodziło!. Nie była to bitwa o to żeby TV była lepsza,(bo to się okaże lub nie, za parę lat), ale żeby była nasza, czyli jego, Ojca narodu nowatora, eksperymentatora może i zbawiciela (Jarosław Polskę zbaw)! I „w tym temacie” wszystko już się stało – odbył się triumf nad wrogiem,  odtrąbiono koniec, sprawa zamknięta. Najwyżej Janek Pietrzak postawi stosowny Łuk Triumfalny, w wersji właściwej, napoleońskiej.

   Biedna opozycjo, trzeba poszukać innego pola bitwy. I ją wygrać! Bo inaczej będą jak w banku akcje priopriacyjne i Bereza. Może tylko będzie się inaczej nazywała.                    

                                                                                          a.s. 

 

Kaczyński, KOD, PO, Nowoczesna: co dalej?

To pytanie zadają sobie chyba wszyscy aktorzy tej kiepskiej sztuki, która rozgrywa się w sejmie, mediach, na ulicach i gdzie tam jeszcze, tyle że głośno tylko lemingi (PO, KOD) i ich medialna obsługa… 0dpowiedzi nie dają żadnych nawet ci, którzy nadają w tym dobranym towarzystwie ton: Żakowski, Paradowska, „GW” itd. 

Przyszło mi do głowy, żeby spróbować ich wyręczyć, bo ani z lemingami ani, oczywiście, z PIS nie mam nic wspólnego i być może dlatego mam szanse zobaczyć to i owo wyraźniej.

Kaczyński, rzecz jasna, o nic nikogo  nie pyta, bo jest u siebie Napoleonem, a plan ma ułożony i realizuje go per fas et nefas. Wojsko ma gorszego sortu i strzela bardzo niecelnie. Ale wódz jest człowiekiem inteligentnym, więc  – po dużym zaskoczeniu i zdenerwowaniu udanym debiutem KOD pod Trybunałem – uważnie śledzi kolejne zbiórki oraz sondaże. Być może jeszcze nie bardzo go poruszył ten pierwszy, w którym PIS ustąpił miejsca Nowoczesnej, ale jeśli to się powtórzy w zaufanych sondażowniach? Trzeba będzie zrobić oczywiście, nie jakiś krok wstecz, ale krótką przerwę w galopie, by dać czas na podciągnięcie dalszych szeregów i pełne zrozumienie geniuszu wodza. A i przeciwnicy muszą się skruszyć i oswoić z „dobrymi zmianami”. 

KOD zadebiutował zaskakująco dobrze pod batuta nikomu nieznanego Kijowskiego i czeka na dalsze potknięcia, błędy i głupstwa PIS, który – jak liczą – zaplącze się w swoich „rewolucyjnych” decyzjach sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem (wolne media itd). I że nie zdąży z 500+. Wtedy manifestacje będą kwitły co tydzień i zacznie się na serio mówić o  majdanie. Na razie mówi się o niepłaconych przez samozwańczego lidera KOD alimentach. Jeśli PIS opanuje radość z odzyskanego śmietnika, jeśli creme de la creme posłów (patrz: posłanka Pawłowicz et consortes)przestanie się wydzierać i ogólnie weźmie na wstrzymanie, KOD uwiędnie, a po krótkiej przerwie będzie można znów ostrzej ściągać cugle!

Najgorsza przyszłość przed PO, ze Schetyną lub bez, bo partia konto ma ciężko zaszargane, a entuzjazmu i przywódcy brak! Myślę, że PO już się nie podźwignie, bo nie pozwoli na to Nowoczesna, która ma i lidera i czyste konto, power i zapał do boju, a program? Jak ulał dla lemingów!

Przegrupowanie jeszcze chwilę potrwa, bo PO ma ponad 130 posłów, którzy muszą znaleźć dla siebie – nazwę to delikatnie – swoje nowe miejsce w dobrym miejscu. Na nic się zdadzą wychwalane talenty manipulatorskie niedawnej ofiary Tuska…

A cała obsada spektaklu będzie wbijać oczy w sondaże, bo do prawdziwego sprawdzianu jeszcze sporo czasu.

Nikomu niczego nie życzę!

                                                      joanna s. 


Rzepliński pękł?

Coś mi się wydaje, że niestety tak…Ta rozmowa w cztery oczy z prezydentem, a nawet samo zaproszenie do pałacu stawia wiele pytań. Oczywiście ewidentny paraliż TK jest dla wszystkich (łącznie z Prezesem) niewygodny i warto by zamknąć ten front, na którym Unia już stoi, bo musi i bierze profilaktycznie ibuprom.

Do jakichś ustaleń doszło, czego skutkiem jest przełożenie na święty nigdy posiedzenia w sprawie uchwał sejmowych, które miało się odbyć już 12. Chodzi o to, by w jakiś niekonfliktowy sposób uzupełnić skład TK, tak by mógł w ogóle w miarę spokojnie orzekać. Być może przeszedł wariant Kukiza, by wprowadzić małą zmianę do Konstytucji ( zamiast 15, 18 sędziów TK).

Dowiemy się tego niedługo…Jak pan się czuje, panie prezesie TK?

                                                       joanna s.

PS. Nie zgadzam się z konkluzją joanny s. – Prezes Polski osiągnął już to co sobie w planach założył – rozp… ostatecznie i nieodwołalnie Trybunał. Koniec, kropka, zadanie wykonane! Dalszego ciągu w tym temacie – jak mówił nieoceniony klasyk – nie będzie! Tak jak oddał narodowi TV. Tu nieważne czy strzec interesu narodu będzie p. Kurski czy inny Błaszczak, byleby pluralistycznie i nieodwołalnie. C(o) b(yło) d(o) o(kazania). I nie do odwrócenia. a.s. 

 


Duda wziął na wstrzymanie?

Pewnie, że nie! Najwyżej do końca tygodnie podpisze te wszystkie papiery, i to z własnej woli, bo się z prezesem generalnie zgadza we wszystkim!

No, ale są i tacy, którzy mają nadzieję…W ustach „najbardziej zagrożonych” prezenterów telewizji publicznej ( bo to głównie oni  denerwują nowy zaciąg) słychać po paru dniach bez decyzji coś w rodzaju aluzji, czy to ostatni raz, czy ostatni raz w tym roku, miesiącu, tygodniu itd. Że może nie wszystko stracone. Tylko dyrektor radiowej „jedynki” zaprzestał grania hymnu, widać został nieźle postraszony, także przez swoich „wiernych” współpracowników, którzy za wszelką cenę chcą zostać!

Ale trendy reprezentuje teraz posłanka Pawłowicz i jej trzeba słuchać, ona wali prosto z mostu i nikt z PIS-u jej nie zaprzecza. Z drugiej strony trwa medialny ostrzał w obronie zajętych pozycji. Czyje będzie na wierzchu? Wątpliwości nie mam.

Kot droczy się z myszą, to jego ulubione zajęcie! I dlatego Duda chwilowo „wypoczywa”, ale nie dłużej niż jeszcze parę dni. Na pewno nie będzie nowym „Mościckim”, jak sobie roi „GW”.”Nowi ” już stoją w drzwiach i przebierają nogami. Ciekawe, czy pojawi się tam jakiś Rejtan?

                                                                joanna s.

A jaka telewizja dla „gorszego sortu”?

Czytam, ze szefowie anten TVP złożyli wczoraj dymisje prezesowi- nie,nie Kaczyńskiemu, ale Daszczyńskiemu, który trwa i nie wiem na co, prócz wyp…czeka. Otwieram TVP 1, TVP 2 i Info i w miarę normalnie wygląda tam jedynie to, co idzie ” z konserwy”. Poza tym jakieś zamieszanie,rodzaj niepewności czy pewnej takiej nieśmiałości u prezenterów, dotąd bardzo pewnych siebie, rozbiegane oczy, albo ni stąd ni zowąd wzrok wbity w jakiś nieokreślony punkt, czasem nagłe, niespodziewane gesty nie tylko te wyuczone, zdarza się też ponadnaturalnie kamienny spokój. I cały czas ogromna samokontrola (czytaj:autocenzura) wypowiadanych słów. A dyrektor Radiowej Jedynki puszcza co godzinę hymn albo „Odę do radości”. Patriotyzm i bunt w jednym!

Tak wyglądają publiczne media na parę godzin przed tsunami.Bo – jak wiadomo – radio i telewizję za chwilę będzie się robić tylko dla patriotów, AK no i może kiboli w biało-czerwonych szalikach.

A co z nami, tym „gorszym sortem”? Przecież jest nas trochę, może nawet, sadząc po wyniku wyborów ( i ogromnej absencji!) trochę więcej niż tych prawdziwych patriotów, którzy stali zawsze po właściwej stronie?

Też nas wyrzucą (ale skąd i dokąd?), nie będzie dla nas ani radia ani telewizji publicznej,a pewnie na tym nie koniec. Chyba że się nawrócimy i to im szybciej tym lepiej?

                                                           joanna s.