Ukazał się był właśnie ślicznie wydany album pt. SZTUKA W NASZYM WIEKU. Wytwórcami tego dopieszczonego pod każdym względem dzieła edytorskiego są pospołu Fundacja Sztuki Polskiej ING (Bank Śląski) i Zachęta Narodowa Galeria Sztuki.
Nakład 3000 egzemplarzy, cena 85 PLN (a więc przystępna, jak na dzieło popularyzatorskie), zawiera 113 kolorowych reprodukcji dzieł sztuki 74 artystów, zgromadzonych przez obie te instytucje.
Przede wszystkim jednak składa się z szesnastu miniesejów, może lepiej powiedzieć – wynurzeń, naszych wybitnych ekspertów od sztuki aktualnej jak Dorota Jarecka, prof. Maria Poprzęcka, oraz mniej znanych specjalistów, ale nie mniej ambitnych i kompetentnych niż luminarze.
Całe to szacowne grono udziela odpowiedzi na kokietliwe, to znów retoryczne, bywa frywolne, czasem naiwne, zatroskane pytania: jak sobie radzić ze sztuką współczesną. Niżej przytoczę każde z tych pytań, wybrany przeze mnie cytat z autorskiego tekstu, oraz ewentualny komentarz własny.
[1.] Dlaczego na wystawach sztuki współczesnej jest tak mało obrazów?
Odpowiada Hanna Wróblewska, dyrektorka ZACHĘTY: „(…)Dziś artysta nie tylko musi negocjować swoją pozycję w społeczeństwie – by być widzianym, słyszanym i uznanym – ale także rolę samej sztuki.(…)Ja się więc nie martwię, gdy na wystawie sztuki współczesnej nie znajduję obrazów. Pod warunkiem, że znajduję tam sztukę(…)”.
– Mój komentarz: A jak nie ma wcale za mało obrazów i nie można znaleźć sztuki, to co – zapytam?
[2.] Kto i jak decyduje o tym, że coś jest dziełem sztuki?
Wyjaśnia Dorota Jarecka: „O tym, co jest dziełem sztuki, decyduje grupa złożona z szefów następujących instytucji: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Fundacja Galerii Foksal, Raster, Zachęta i Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, MOCAK w Krakowie, Muzeum Sztuki w Łodzi, plus Anda Rottenberg.(…)”
– To oczywiście gryząca ironia p.Jareckiej, ale już następne kwestie zwiastują dramatyzm sytuacji „(…)Jeśli moja koleżanka uważa, że obieranie ziemniaków w Zachęcie nie jest dziełem sztuki, niewiele mogę z tym zrobić.(…) Dla mojej koleżanki Julita Wójcik nie jest żadną artystką. Ja zaś będę się upierała, że jest artystką, i to wybitną. (…) nie pozostaje nic innego, jak stanąć na przeciwko siebie, odbezpieczyć pistolet i pozabijać się nawzajem.(…) Bo jakoś tak się dzieje, że coś jest uznawane za sztukę, a coś innego nie.(…) W związku z tym pytanie: „Kto decyduje?” jest źle postawione i prowokuje zwodnicze odpowiedzi. Nikt nie decyduje.”
– Bez komentarza. Wystarczy.
[3.] Co trzeba zrobić, żeby rozumieć dziś sztukę?
Trop wskazuje Iwo Zmyślony:„(…) W tej sytuacji tytułowe pytanie można odczytać w sposób czysto praktyczny: do kogo mamy się zwrócić? Odpowiedź jest w pewnym sensie banalna: tak jak w każdej branży pomocy należy oczekiwać od osób, które zajmują się tym profesjonalnie i które nawzajem ewaluują swoje kompetencje.(…)”
– Zgadzam się w pełni. Trzeba tylko wyczekać momentu, gdy osoby te akurat nie ewaluują nawzajem swoich kompetencji. Nie jest to dziś łatwe.
[4.] Co decyduje o cenie dzieła sztuki?
Porad udziela kurator, galerzysta Dawid Radziszewski: „(…) Wyobraźmy sobie malarza, który (…) Nie ma żadnej historii sprzedaży, a mimo to trzeba jakoś ustalić cenę jego prac. Uważam, że cena za pierwsze sprzedane dzieło sztuki nie powinna przekraczać tysiąca euro, (…) Jeśli potwierdzi się intuicja galerzysty i prace artysty rzeczywiście zaczną się sprzedawać, wtedy cenę można nieznacznie podnieść.(…) Ogólnie rzecz biorąc, obawy pytających o kształtowanie się cen są uzasadnione w tym sensie, że negatywne zjawiska faktycznie istnieją. Są jednak marginesem,(…) Można je zresztą łatwo ominąć – im więcej będziemy czytać i chodzić na wystawy, tym trudniej będzie nas nabrać.(…)”
– (Wszystkie podkreślenia moje.) Słowem – lepiej jeśli będziemy mądrzejsi niż mniej mądrzy.
[5.] Czy istnieje sztuka popularna?
Argumentuje Szymon Żydek:„(…) Kilka miesięcy temu świat obiegła wiadomość, która dla potencjalnych użytkowników sztuki popularnej stanowi jasny punkt na widnokręgu. Portale i serwisy internetowe podały elektryzującą informację – komputery uzyskały świadomość i zaczęły malować.(…) Jeżeli komputerowe sieci neuronowe w procesie interpretowania obrazów mogły uzyskać samodzielność i zacząć tworzyć swoje własne malowidła, to dlaczego podobny mechanizm nie miałby dotyczyć wszystkich odwiedzających wystawy w galeriach i muzeach sztuki współczesnej?„
– To jest niepodważalny i rozstrzygający dowód na istnienie sztuki popularnej. Dziękuję.
[6.] Czy artyści nas oszukują?
Zwierza się Łukasz Gorczyca, Raster: „(…) Rzecz działa się po jakimś wyjazdowym wernisażu, już grubo po godzinach, w atmosferze międzyśrodowiskowej integracji wspomaganej ułatwiającymi ten proces napojami. Po kilkugodzinnych nieskutecznych zabiegach znajomy artysta z rozpaczliwą rezygnacją w głosie zwierzył się z całkowitego niepowodzenia w szczerej próbie poderwania bawiącej się z nami kuratorki. Powód wyglądał w istocie beznadziejnie:” Ona myśli, że nie chodzi mi o nią, tylko o względy instytucji, w której pracuje.(…)”
– Już widzę tę realistyczną scenę, gdy nawalony artysta deklamuje niczym wytrawny biurokrata swoją erotyczną formułkę. Co do kuratorki, musiała to być osoba potężna wpływami, zarzucana ofertami więc może lekko zblazowana i nieco nieufna do ubiegających się o jej względy licznych amantów. Niech Gorczyca odwróci sytuację i wyobrazi sobie siebie, że robi do niego oczko, sugerując niebiańskie rozkosze naskórkowe, np Natalia LL czy Ewa Partum. Czy mimo pewności i przekonania o własnym męskim seksapilu, nie przyszłoby mu na myśl, nie zapaliła się czerwona lampka, że może posłużyć jako narzędzie, że może być wykorzystana jego wysoka pozycja w artworldzie i kluczowego decydenta w naszym układzie artystycznym? I że, z wielkim żalem, jak wspomniana kuratorka (nie zgadnę, która) musi wziąć na wstrzymanie? Zwyczajnie, nie może dać się uwieść artystce, by nie zostać oszukanym.
„(…) Czy artyści nas oszukują? Jest w tym dylemacie na swój sposób proste i wcale nierzadkie freudowskie nieporozumienie – ktoś, kogo podejrzewamy o oszustwo, zwyczajnie próbuje nas uwieść.”
– To jest właściwa puenta.
[7.] Czy dzisiejsi artyści potrzebują natchnienia?
Normuje Oskar Dawicki, artysta: ” O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! O tak! (~)”
Cdn
Andrzej Skoczylas
