Zmarł David Bowie, wielka postać współczesnej kultury, artysta multimedialny poruszający i zapładniający swą twórczością miliony odbiorców.
Wśród licznych komentarzy, jakie się z tej okazji pojawiły, omawiających fenomen-Bowie, najbardziej trafia mi do przekonania jego charakterystyka jako wielkiego nowatora, eksperymentatora. Przy tej też okazji wydaje mi się warta zastanowienia się jest funkcja eksperymentu, opozycji: eksperyment i nowatorstwo, ich symbiozy i znaczenia w sztuce (ale nie tylko) może szerzej, w całej naszej cywilizacji i kulturze.
Sztuka nowożytna, obejmująca czas od początku XX wieku, określana też jako nowoczesna, przeniknięta jest eksperymentem. Jest wręcz eksperymentu synonimem. Podobnie jak jest synonimem nowatorstwa. Na przykład barbizończycy, finezyjnie ulepszali swe pejzaże, udoskonalali je zbliżając się do ideału natury, ale nie zrywali z nią. Podobnie jak impresjoniści, choć ci już większym stopniu i radykalniej rzucili wyzwanie gustom i przyzwyczajeniom widza, ale nie był to przełom taki, jaki spowodował kubizm, gdy pojawiło się kapitalne pytanie: – CO OBRAZ, dzieło, kreacja PRZEDSTAWIA, wyobraża? Od tego dziejowego momentu poprzez konstruktywizm, abstrakcję i dalsze izmy do sztuki nowej, najnowszej i aktualnej, to pytanie, w gruncie rzeczy, pozostaje otwarte.Tym samym niejako dające pole do eksperymentu i nowatorstwa w sztuce.
Oczywiście, to nie eksperyment i nowatorstwo jest impulsem do powstawania dzieła sztuki, ale w różnym nasileniu, na przestrzeni już ponad wieku, kreowaniu dzieła towarzyszy. Rzecz w tym, że jako zjawisko bezspornie występuje, choć nie zawsze jest tak wyodrębniane i nazywane.
Nie chcę mówić o kryzysie w sztuce czy kryzysie sztuki. Odkąd pamiętam istniał on zawsze, bez względu na to, czy tak było naprawdę czy nie, ale to odrębny temat. Natomiast nowatorstwo i eksperyment w sztuce współczesnej jest niewątpliwie podstawą, paliwem dla wielkich kwantyfikatorów wywołujących poczucie kryzysów. W podłożu tych stanów leży poczucie bezradności, braku „narzędzi” (często prowadzące do frustracji i katastroficznych sądów) w ocenianiu wydarzeń i zjawisk artystycznych.
Eksperymentowanie w sztuce, zwłaszcza dziś, nie jest na topie, nie jest uwypuklane i akcentowane. Dlaczego tak się dzieje, upatrywałbym w przekonaniu twórców i mas ich naśladowców, w ambiwalencji słowa eksperyment, eksperymentator. Co przecież znaczy również, popełniający błędy, naprawiający je! W słowach eksperyment, nowatorstwo, zawarty jest również charakterystyczny dualizm – omija się niewygodne na danym etapie złożone znaczenia tych słów, przestawia ich sensy i kolejność. Nikt nie chce przyznać, że może popełnić błąd bo przyznałby, że nie jest demiurgiem, a tego w obecnym sezonie się nie nosi.
(Przypomnę dla porządku, że sztuka w Polsce Ludowej, zwłaszcza ta po Październiku, używała dość powszechnie prawa do eksperymentu jako alibi by w ogóle móc się rozwijać, bo władza z kolei, na eksperyment musiała przymykać oko w imię „postępowych” pryncypiów. Stąd mieliśmy np. Kantora, Hansena, Fangora, Abakanowicz i innych).
Picasso mógł w poczuciu swej wielkości obwieszczać światu: – Ja nie szukam (w znaczeniu poszukiwania środków wyrazowych, metodą prób i błędów), ja znajduję! Choć wiadomo, że publiczne pokazanie się jego dzieła było wręcz podręcznikowym, socjologicznym eksperymentem: – chwyci czy nie chwyci?! Natomiast Beuys, na światowej scenie medialnej po prostu spokojnie stwierdza: Jestem dziełem sztuki.Ten komunikat otwiera i zarazem zamyka esencję zjawiska Beuys – z tym się nie dyskutuje, to istnieje.
Picasso był wielkim nowatorem i eksperymentatorem zarazem, bo był pierwszy! Nikt przed nim takiej sztuki nie robił (mimo Braque’ a et consortes, w tej liczbie naszego sentymentalnego Tade Makowskiego). Natomiast miał rzeszę naśladowców (na tym też polega jego wielkość). Ulepszanie obrazu przez samego Picassa, a także niezliczonych jego imitatorów, jest nonsensem. A jednak jego naśladownictwa na masową skalę i na najróżniejsze sposoby, są uprawiane do dziś. Ot, paradoks.
Beuys był NOWATOREM. Udowodnił, że każdy może być artystą. Nikt przed nim tego nie zrobił. Samo ukucie terminu konceptualizm, sztuka pojęciowa, było jedynie konsekwencją, praktycznym narzędziem w jego „artystyczności”. Tysiące tysięcy podążających jego drogą napotyka jednak na kompleks: naśladownictwo – samounicestwienie – unieważnienie (bo przecież skoro każdy jest artystą ,to nie naśladowcą. To tylko pierwszy z brzegu przykład tego kompleksu). A BEUYS jest jeden.
Niebieski pasek Edwarda Krasińskiego jest dziełem sztuki. W kontekście MoMa czy Tate Galery, niewątpliwie, ale u mnie w domu (zob. blog Kolor, funkcja i forma z 1 lutego 2012) przylepiony przez Edzia na szafie – też? Oczywiście, tyle że, kontekst jest inny, który stanowi o wszystkim. w tym o jego nośności społecznej i wywyższeniu autora.
Roman Opałka i jego obrazy liczone były wynalazkiem, odkryciem. Są prekursorskie spełniając wybornie kryterium nowatorstwa. Nie nadają się jednak do naśladownictwa choćby z powodu zaklętego w nich czasu decydującego o wszystkim, a jednak przebijają się z wolna na światową giełdę jako dzieła jednego z bardzo nielicznych, naszych artystów. W przeciwieństwie np. do Józefa Robakowskiego, którego kultowy, jak pisze recenzentka GW, „Widok z okna” (automatyczna rejestracja przez kamerę upływającego czasu) nigdy kultowy nie będzie, bo inni byli przed nim a o jego dziele nic nikt nie wie, i boję się, nie będzie wiedział.
Z obecnej polskiej sztuki, na serio wg mnie, już zaistniał i ma szanse swą pozycję umocnić jedynie Zbigniew Libera.Jest autorem kreacji „Obóz koncentracyjny z klocków Lego” zawierającej przekaz oryginalny, nowatorski, jasny, estetyczny w słowa tego podstawowym znaczeniu, moralizatorski, bogaty w nieograniczone wręcz możliwości interpretacyjne, polityczny wreszcie (kłania się Courbet i Picasso) i jako taki nasycony symboliką, również użytkową. A jest to lista cech daleka od wyczerpania
David Bowie sprzedał 120 milionów albumów swojego image’u foniczno-wizualno-dizajnerskiego. Pokazał drogę, którą porwał swych fanów, a to daje Panteon. Może nieśmiertelność.
Andrzej Skoczylas
PS Libre arbitre – wolna wola _____________________________________________________________________
Pod kreską i by nie brudzić rąk.
Z okazji tematu dnia, zawłaszczenia Telewizji przez PIS i to w wydaniu najczarniejszym z czarnych, śmieszą mnie nadzieje poczciwych lemingów, że może trzeba poczekać na efekty dobrej zmiany, może się jakoś wszystko ułoży, że nie można krytykować nowej władzy zanim cokolwiek zrobiła, bo przyzwoitość tak nakazuje postępować, bo a nuż, Telewizja Narodowa pokaże znośny program itd, etc. Śmieszna i ponura zarazem jest naiwność, ślepota i mówmy wprost – głupota „drugiego sortu”, który nie widzi, że Naczelnik wygrał bitwę, można ją nawet nazwać cudem nad Wisłą i że tylko oto chodziło!. Nie była to bitwa o to żeby TV była lepsza,(bo to się okaże lub nie, za parę lat), ale żeby była nasza, czyli jego, Ojca narodu nowatora, eksperymentatora może i zbawiciela (Jarosław Polskę zbaw)! I „w tym temacie” wszystko już się stało – odbył się triumf nad wrogiem, odtrąbiono koniec, sprawa zamknięta. Najwyżej Janek Pietrzak postawi stosowny Łuk Triumfalny, w wersji właściwej, napoleońskiej.
Biedna opozycjo, trzeba poszukać innego pola bitwy. I ją wygrać! Bo inaczej będą jak w banku akcje priopriacyjne i Bereza. Może tylko będzie się inaczej nazywała.
a.s.
