Myliłam się, jednak kobiety przyparte do ściany odpowiedzialności karnej za aborcję wkurzyły się, potrafiły być solidarne i masowo zbuntować się 3 października…Na czarnych protestach było ich niemal 100 tysięcy w wielu miastach! To było ogromne zaskoczenie dla wszystkich. I, aby sobie nie otwierać nowego frontu, Kaczyński musiał – po raz pierwszy – cofnąć się i wycofać nieludzki i absurdalny projekt fundamentalistów z Ordo Iuris.Na ulice wyszły dziewuchy ( jak się same nazywają)i kobiety w różnym wieku, a nawet trochę mężczyzn.
Drugi czarny protest zdominowały feministki i przebierańcy z byłej lewicy ( bo mało komu odpowiada dziś towarzystwo SLD, a nawet nowej lewicy z partii Razem). I polityczne etykiety w ogóle..
Na protest przyszło jednak kilkadziesiąt tysięcy kobiet, także w mniejszych miastach, nie tylko w metropoliach.I krzyczały nie tylko o aborcji, ale i o pogardzie wobec kobiet, traktowanych jak inkubatory i lekceważonych jako osoby i obywatelki…
Wkurzenie nie minęło, panie Kaczyński!
Kobiety skrzyknęły się spontanicznie przez internet, jak to już w świecie bywało, mimo że na razie nie grozi im wiezienie za aborcję! Parasolki nie mają przywódczyni czy przywódcy, nie są zorganizowane. Cały ten ruch może się rozpaść w każdej chwili…
Ale niektóre, w tym celebrytki, np.aktorka Maja Ostaszewska, które brały udział w proteście, zapowiadają, że w bliskiej przyszłości na ulice może wyjść nawet milion kobiet.
Może być i tak i tak. Ja mam nadzieję, że brutalny atak na wolność i godność kobiet w Polsce był tą kroplą, która – jak to się banalnie mówi – przelała czarę goryczy i uświadomiła im, że bez masowego sprzeciwu nic się w intencjach władzy i Kościoła nie zmieni. Tylko kobiecy bunt , tylko masowe wyjście na ulicę może tych starszych panów powstrzymać od grzebania w cudzych brzuchach w ramach udawanej troski o życie poczęte.
Kobiety są zdeterminowane, widać, że nie dadzą się oszukać. A milion zbuntowanych parasolek bardzo by się przydał!
joanna s.
