Szok!

      W przeddzień „ostatniej” miesięcznicy, 9. kwietnia Paweł Althamer na chwilę, jak doniosła prasa, wystawił przed Pałacem Prezydenckim swoją wersję pomnika smoleńskiego.               Lecha Kaczyńskiego.

      Nie wchodząc w intencje autora wypowiadane na żywo (brzoza z borów tucholskich, żrenice itd) jego obiekt – kloc, o wysokości ok 2 metrów, ustawiony w „strefie zero” na Krakowskim Przedmieściu, byłby wstrząsem we wszystkich wymiarach. BYŁBY. Nigdy nie dadzą go zrealizować. Althamerowi to dzieło daje przynależność do elity nazwisk – emblematów światowej sztuki – Josepha Beuysa, Mauricio Cattelana, Zbigniewa Libery…

MAURICIO CATTELAN                                                                            La Nona Ora, 1999

 MAURICIO CATTELAN             HIM. Hitler modlący się na terenie warszawskiego getta. Ulica Próżna 14

 ZBIGNIEW LIBERA                                    Lego. Obóz koncentracyjny, 1999

 

 

      Jeśli chodzi o ten pomnik, Althamera, to jest w nim zawarta cała prawda i jeszcze dużo, dużo więcej…

                                                   Andrzej Skoczylas

Etos, artysta, agora – Precz!

 

   Budujemy teraz, dziś, pomniki…

   Kto buduje?

   Co sprawia, że powstają, rosną i nie można temu zapobiec, przestrzec. Apelować do opamiętania. W tych zapiskach z pozycji bezsilnego obserwatora mogę jedynie zauważać samo dzianie się, proces materializowania się idei, wywołujący nieodwracalne skutki.

   Istnieje coś takiego jak etos artysty. Pojęcie nieco omszałe z powodu umiarkowanego używania z powodu burzliwych przemian w sztuce, lecz mimo wszystko, czasem warto do niego sięgnąć by choć na chwilę stanąć na trwałym gruncie.

   Pomniki na świecie projektują i realizują artyści. Nieprawda! W  Warszawie,  stolicy kraju należącego do cywilizacji łacińskiej i szczycącego się tą przynależnością, pomniki powstają w wyniku siły. Autorem, w gruncie rzeczy jest napór, presja,siła. Bezpostaciowa, anonimowa, łamiąca wszelkie bariery a rozpoznawalna. Wiadoma.

   Artystę się rozlicza, jego dzieło się ocenia. W etosie artysty naczelne to; odpowiedzialność za kształt dzieła, jego nienaruszalność, integralność, swoboda tworzenia. Na placu Piłsudskiego wszystko to jest obce, zbędne – nie ma artysty to i nie ma  etosu, (jedyny artysta o znanym nazwisku jaki tu się pojawił, sam się unieważnił bezprzykładną usługowością), zasad wypracowanych przez stulecia, szacunku dla wartości historycznych miejsca, (patrz: unieważnienie, pogarda wręcz ze strony siły sprawczej dla funkcji konserwatora jako opiekuna zabytków, strażnika ich „świętości”). Wszystko to dzieje się…co godzina, co miesięcznica. Do oddania cokołu, do magicznej daty itd. W  imię czego?

   W ogólnym planie, chyba dla zawładnięcia bez reszty zbiorową wyobraźnią Polaków w celu władania, kierowania nią, stale, w permanencji. Bez zgubnych antraktów (zmiana władzy – jak uczy historia), w trakcie których może się wślizgnąć wróg. W imię SŁUSZNOŚCI, której depozytariuszem jest obecna władza. Stąd kreowanie symboli, pomników, ich wielka, misyjna rola w edukacji narodu. Może wreszcie, w metafizycznej  perspektywie rysuje się nieśmiertelność?


Wzory są…                                                          źródło Wikipedia                                                                               

” nie ma tak, żeby nie mógł powstać jeszcze lepszy pomnik ” 

     Absolutnie suszny, jak mówi Prezes.


                                           ***


   Agora to przestrzeń wspólna demokracji ateńskiej. Fundamentalne odniesienie naszej cywilizacji: mitycznej, filozoficznej, historycznej, politycznej. Bohdan Pniewski, wielki nasz architekt, artysta, projektując i realizując budowę gmachów polskiego sejmu, nie przewidział, do głowy by mu nie przyszło, by opasać je ogrodzeniem. Byłby to zgrzyt, ale przede wszystkim cios w ideę agory jako powszechnie dostępnego miejsca demokratycznego dyskursu, przenikania obywatela i władzy. Dziejowa siła w swej słynnej mądrości płynącej Nowogrodzkiej z takim drobiazgiem sobie poradzi, bo udowadnia  stale, że grodzić umie. Właśnie przystępuje do wznoszenia pancernego parkanu wokół sejmu, by odgrodzić się na dobre. Od kogo? Od suwerena? Kanalii? Nie ważne, zawsze przecież można podłączyć te parę volt, będzie jeszcze bezpieczniej. Bezpieczeństwo narodu nade wszystko, przecież! Ale czemu nie prapolska palisada z wilczymi dołami (dla totalnej opozycji jak znalazł). Prawdziwy suweren się zachwyci, wzmoże podziw…

    A jednak ktoś tu się boi, i to coraz bardziej…

                                             Andrzej Skoczylas