zachęta, wolność, nie gloryfikacja

   Właśnie kończy się w Zachęcie świetna wystawa pod dość nieszczęśliwym niestety, tytułem – PRZYSZŁOŚĆ BĘDZIE INNA. WIZJE I PRAKTYKI MODERNIZACJI SPOŁECZNYCH PO ROKU 1918. Jest to przede wszystkim wystawa sztuki, i jej dokonań, świadectw i dokumentów powinniśmy tu oczekiwać. Tak, i tu się z nimi spotykamy (ale nie tylko z nimi) w szerokim zakresie, w niezwykłym zgromadzeniu sygnałów postaw twórczych i motywacji leżących u podstaw dzieł zmaterializowanych lub pozostałych w czystych ideach. Wszystko to należy już do historii i wyciągnięte zostało z archiwów, muzeów ale i miejsc mało znanych bądź ukrytych. Wielka w tym zasługa autorki wystawy Joanny Kordjak, że udało się jej doprowadzić do przejrzystej, multimedialnej, efektownej ekspozycji nie tracąc przy tym walorów poszczególnych dzieł-haseł, typu Teresa Żarnowerówna, Stefan i Franciszka         Themersonowie, Mieczysław Berman, lecz przeciwnie, „rozwijając” je w aktualne konteksty. Wielka szkoda, że wystawa przechodzi bez większego publicznego echa, (słyszałem jako zarzut jej erudycyjność, co wydaje mi się humorystyczne) do czego, w jakiś sposób, przyczynia się już sam jej niefortunny chyba tytuł, ale szukanie przyczyn dlaczego tak się dzieje, to inny temat.

   Wystawa obejmuje wiele sal Zachęty, co sprzyja klarowności w przedstawianiu i motywowaniu zgromadzonych obiektów, pośrednio wpływając na jej powagę, przy tym w popisowy sposób zagospodarowując jej wewnętrzną architekturę, przestrzeń do eksponowania. Nie waham się nazwać tej wystawy wielką, głównie  ze względu na nienachalne skłanianie widza do „uczestniczenia” w odczytywaniu jej ważnych, mimo historyczności, sensów. (W przeciwieństwie np. do niedawnej problemowej wystawy Mariana Bogusza pt. – Radość nowych konstrukcji… tej samej autorki, gdzie stłoczenie na niewielkiej przestrzeni zbyt wielu przedmiotów bez odpowiednio czujnej selekcji, dało raczej efekt „magazynowy”, sprawozdawczy, niezależnie od samej jakości prac. Ukazujący bardziej ich dyskusyjność, a w mniejszym stopniu walory, a nie o to chyba chodziło).

   Szymon i Helena Syrkusowie, budownictwo socjalne w Konstancinie lat 30. (tak,tak, dziś polskie Bewerly Hills), Katarzyna Kobro z projektem przedszkola, spółdzielnia Start (Ford, Cękalski, Zarzycki), postulat teatru symultanicznego (Schiller, Andrzej Pronaszko), Sergiusz Eisenstein Dziennik Głumowa, 1923 r. Bronisław Linke, legendarna Dźwignia, Mieczysław Szczuka, Henryk Wiciński, Miesięcznik Literacki, tomik Włodzimierza Majakowskiego, Anatol Stern, Henryk Streng – Włodarski, Henryk Stażewski, Karol Hiller, Tadeusz Trepkowski: – ciąg haseł – symboli, które wystawa tylko wywołuje, jak stop klatki w filmie. Zatrzymane, zastygłe w jasnym ruchu do przodu.

   Tyle wystawa dzieł plastycznych potrafi: – przywołać, na ile się da w pełni pokazać (obrazy malarskie, fotografie), zasygnalizować (architekturę, dramat teatralny, film, scenografię, poezję). I to wystawa Zachęcie sprawiła.

   Wszystkie przywołane tu zjawiska, symbole i przykłady dokonań twórczych i realizacji, są autorstwa ludzi lewicy. Komunistycznej, socjalistycznej, anarchosyndykalistycznej itp. ale lewicy. Mimo odmienności i sprzeczności głoszonych programów opierającej się na wartościach humanistycznych, nie na ich zaprzeczaniu! To m.in. prawa człowieka, sprawiedliwość, równość, wyzwolenie od wyzysku, zwalczanie rasizmu, faszyzmu, projekcje lepszego świata, nie krępowana niczym wolność człowieka, sztuka dla sztuki, prawo do eksperymentu, eksperyment jako czynnik warunkujący rozwój człowieka… To tylko wyimki z katalogu wartości, któremu hołdowała lewica od zarania niepodległości. I drugi wyróżnik fundamentalnych wartości humanistycznych w tym lewicowych, to wiara w postęp. Przy nieskończoności jego odmian istnieje w całej formacji lewicy dający się wyodrębnić, rozpoznać pierwiastek jako czynnik sprawczy tworzenia – postęp, konieczność postępu! Postęp, często  fetyszyzowany, wyolbrzymiany ale piękny (Majakowski), głoszony programowo ale i zakryty poprawnościami dobrego tonu, sceptycyzmem, niemniej stale obecny. Wreszcie owoce, dzieła jakie wydała formacja twórczej lewicy, (w znaczeniu artystów należących do partii lewicowych z komunistyczną na czele oraz ich bezpartyjnymi artystami sympatykami), są nie do zakwestionowania mimo zmiennych koniunktur politycznych. Są dziełami i arcydziełami zaliczonymi trwale do dorobku humanizmu. Emblematycznym przykładem niech będzie Picasso.

    Wystawa w Zachęcie wszystko to odważnie i nowatorsko (uwaga, znów pojęcie z repertuaru lewicy) unaocznia i w tym jest jej wielkie znaczenie i zasługa.

   Dziś w Polsce, w doktrynie państwowej (gdyby taka została sformułowana w najwyższym dokumencie) komunizm został zrównany z hitlerowskim nazizmem, faszyzmem. Utopia ze zbrodnią. Jego upowszechnianie, popularyzowanie, gloryfikowanie, badanie, jest prawnie zakazane. Wizerunek Marksa jest zakazany. No i co tu zrobić? Jak żyć z takim zakazem w sztuce?

Jak żyć w ogóle w zakazie, jak w raju?

                                        Andrzej Skoczylas   

pomniki cd.

CCI30042018

   

W tym numerze Sztuki, który opublikowałem w 2005 roku, IV strona okładki wyglądała jak poniżej: reprodukcja Kwadrygi z Apollinem Adama Myjaka na Teatrze Wielkim (z 2002 r.) i Jerzego Kaliny Wieża świątecznych ciśnień, refleks luwrowskiej Piramidy Ming Peia, pokazana przed Zachętą w 1997r., trzynaście lat temu znajdująca się jeszcze w okolicach radzymińskiej Coca Coli. Dziś nie wiadomo co się z nią stało, czy uległa pełnej destrukcji i pozostało po niej tylko wspomnienie? Nie wiem.

CCI30042018_0003

   Wiem, że Kalina postawił pomnik smoleński. Nie ukończony, jak mówi, czyli będzie ciąg dalszy, co daje jakąś nadzieję. Przywołuję ten obrazek jako pretekst dla przypomnienia, powtórzenia kilku prawd:

– pomnik (dziękczynienia? pamięci? – nie zdefiniowane do końca) ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem powstał jako wynik pewnej idei

– jest to pomnik wszystkich ofiar katastrofy, ale… Decyzją Sponsora (to znaczy Siły nie tylko spersonalizowanej ale państwa, instytucji, systemu) ofiara prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie jest równa innym w obliczu śmierci. Jest osobna i wielka ze swej definicji, że to On. Nie jest ofiarą tylko Nadofiarą, dlatego upostaciowiony ma być w pomniku odrębnym (tak jak pochowany, decyzją Sponsora, mógł być tylko „wśród królów”, na Wawelu)

– kształt plastyczny idei pomników (tzn. co wolno a czego nie wolno wyobrazić) kazał nadać Sponsor

– pomniki zaistniały materialnie na placu Piłsudskiego w Warszawie decyzją Sponsora i nikogo więcej

– pomnik smoleński, „wykonał” zwyczajowo artysta o pewnym dorobku, Jerzy Kalina, ale mógł go wykonać, bez uszczerbku na jego ostatecznym wyrazie i sensie, każdy śmiertelnik

– nieprawda, jak twierdzi Kalina w Newsweeku, że jego projekt zwyciężył w konkursie. To nie był konkurs, to nie był projekt, to nie było zwycięstwo (tu byłyby konieczne dłuższe odsyłacze; że nie sposób  nazywać konkursem niejawną inicjatywę społeczną, werdykt w kilkuosobowym gronie anonimów, współwyznawców itp. to samo z „projektem”, „zwycięstwem”)

– wygląd „projektu smoleńskiego” stworzył artysta tylko dla konkretnego miejsca i otoczenia, w tym wypadku skweru przy ulicy Karowej (uprzednio splantowanego).  W innym miejscu – na placu Piłsudskiego czy na polu np. pod Świebodzinem – sam się niejako unieważnia. Autor akceptujący mechaniczne przeniesienie swego dzieła gdziekolwiek, udowadnia, że to nie jest dzieło.

– pomnik w aktualnym kształcie powstał przy sprzeciwie wielu obywateli i autorytetów, w wyniku bezprecedensowego łamania obowiązujących norm i zasad formalnych, administracyjnych, kompetencyjnych, itd.

   Niezależnie od powyższych uwag i prawd sądzę, że forma pomnika smoleńskiego nie uchybia normom estetycznym (jakim jest np kicz), zawodowi artysty plastyka, który przy nim pracował, ogólnie pojętej kulturze. Nie neguję też warsztatowej jakości pomnika. A to już czysto subiektywne odczucie – jest on błahy i paradoksalnie, n i e  z n a c z ą c y. Jak Wieża świątecznych ciśnień. Tyle że, „dzięki” Sponsorowi, będzie już z nami na zawsze

 

                                                   Andrzej Skoczylas