
doczekaliśmy się pomnika, który zapowiadał od lat w czasie niekończących się miesięcznic Jarosław K.
Czy ma satysfakcję? Moim zdaniem nie ma i mięć jej nie mógł. Padł ofiarą własnej, nierozwiązywalnej sprzeczności, swoistej pułapki – dążenie do ideału nie znosi jego osiągnięcia, zmaterializowania, bo wtedy traci swój nimb i… użyteczność.
Po katastrofie smoleńskiej prezes tysiąclecia zadekretował (choć nie miał jeszcze wtedy władzy absolutnej), że największy z prezydentów może spoczywać tylko „wśród królów”, na Wawelu. I zrealizował to wbrew wszystkiemu i wszystkim. Protest Andrzeja Wajdy przeciw temu pochówkowi był apelem o umiar w wynoszenie ponad wszelką ludzką miarę zasług tragicznie zmarłego prezydenta. Apelem w imię rozsądku i elementarnego poczucia ładu społecznego, przeciw przypisywaniu zmarłemu tytanicznych przymiotów ducha i ciała, których on zwyczajnie nie miał ponad zwykłą miarę, by zasługiwać aż na Wawel.
Zwierzchnik narodu nie puścił tego Wajdzie płazem, znienawidził go na miarę Tuska a może jeszcze bardziej. Po śmierci naszego wielkiego twórcy, gdy Sejm oddawał mu należny hołd, ojciec narodu pokazał klasę – zmiażdżył go wyrafinowaną pogardą na oczach świata wychodząc z sali za potrzebą.
Mit smoleński, między innymi dał Prezesowi absolutną władzę bo był mitem, irracjonalnym ale poruszającym. JarosławPolskęZbaw, ze stawianiem pomnika-ideału jednak sobie nie poradził. To trochę inny porządek, tu siła nie wystarcza.
To prawda, postawił na swoim (?), od trzech miesięcy mamy na placu Piłsudskiego anonimowy wytwór – eklektyczną, dziewiętnastowieczną rzeźbę figuralną o zerowej wartości artystycznej. Przestrzegałem, bojąc się, że w podobną stronę może pobiec myśl Prezesa (patrz mój blog 1 kwietnia 2018 Etos…) pokazując wzór z bratniej kiedyś Korei Północnej a jednak stało się, tyle że jeszcze gorzej niż w Korei, bo tam monument ma jakąś formę rzeźbiarską, artystyczną. W Warszawie mamy na cokole, „odrobiony jak żywy”, wizerunek prezydenta z dopiętymi wszystkimi guzikami kamizelki, kroczącego dostojnie, wysuwającego się pół kroku przed sąsiadującego Piłsudskiego.Takie upamiętnienie musiało więc spotkać się w opinii publicznej z poczuciem zażenowania. Nikt pomnika, dzieła sztuk przecież, nie ocenia, nie analizuje jego formy, kształtu, nawet zniknęli dyżurni panegiryści. Cisza. Może to i dobrze.
Andrzej Skoczylas
