Czego spodziewam się po Franciszku?

Niewiele. Papież robi nienajgorsze wrażenie, jest bezpośredni, dosyć skromny i wprowadza na wielkie forum nieznane nam elementy cywilizacji i obyczajowości latynoskiej. Pragnie Kościoła ubogiego i dla ubogich.

Ale jest niewątpliwie konserwatywny, wielbi Madonnę i jest przeciw wszystkim reformom i nowinkom. Bo wedle konserwatystów, to one rozbijają Kościół, a nie kult Maryi i tradycji. Taka jest istota konserwatyzmu w Kościele, który, oczywiście ma swoje racje. Przyłączanie się do reform, czy – nie daj Boże –  rewolucji zawsze w historii kończyło się źle. Oczywiście, dla przyłączających się. Wystarczy wspomnieć nieszczęsnego Ludwika XVI w czapce frygijskiej. Od jej włożenia, prawdopodobnie w dobrej wierze lub z powodu braku innego wyjścia, a ostatecznym rozwiązaniem kwestii monarchii, czyli zdekapitowaniem obywatela Kapeta wraz z Madame nie minęło więcej niż dwa miesiące. Żałosne spóźnione „reformy” Mikołaja II skończyły się wybuchem nienawiści do cara dotychczas pokornego ludu. Itd.itp.

Franciszek o tym wie, a konserwatystą – ludowym, może nawet populistą, po prostu jest. Nie wiem, czy brał udział wraz z przeważającą większością argentyńskiej hierarchii w krwawym tłumieniu oporu przeciw dyktaturze w latach 70. Mam nadzieję ,że nie.

Ale niereformowalna kuria rzymska zrobiła sobie bardzo dobrze: nowy wybraniec nie jest pierwszej ani drugiej młodości, a więc kiedy coś tam coś tam pojmie z jej mechanizmów i sposobów mielenia idei i ludzi, to będzie czas powiedzieć mu adieu!

Papież Ratzinger pokazał, jak to się czyni dobrowolnie. A teraz już będzie można stosować delikatne formy nacisku albo wprost – przymusu. Czyli najlepiej nie zmieniać nic, albo tak, żeby wszystko zostało po staremu. Franciszek pragnie zarażać entuzjazmem dla wiary i Kościoła. Wątpię, czy to się uda, a przede wszystkim czy wystarczy.

                                                           joanna s.

 


Mała „wielka” manifa i co dalej?

W Warszawie nie było żadnej „wielkiej” manify. Niestety.

Nie było na nią pomysłu własnej inwencji. „Polka niepodległa” jako „polemiczne” hasło – słabiutka. Kotwica akowska jako ilustracja – raczej żenująca. Tańce zmałpowane od innych – szkoda słów. Podobno tańczy się przeciwko przemocy. Ale w Polsce taniec bywa też częścią przemocy. Bo żeby żyć i coś z życia brać – trzeba chodzić na dyskoteki. W małych i nie tylko małych miastach dla młodych ludzi w weekendy nie ma nic innego.

A po wyjściu z dyskoteki bije się często. A nawet zabija. Obraz przeczerniony? Gdyby nasze wielkomiejskie feministki były ciekawe polskich realiów, nietrudno byłoby im się o tym przekonać.

W sprawie „parytetów”, a nawet walki o własność brzucha nie zbierze się więcej niż kilkadziesiąt, najwyżej kilkaset osób, które zresztą wiedzą, że ta tradycyjna forma protestu w dniu 8 marca nic nie przyniesie. Szkoda energii tych młodych ludzi, którzy w niej uczestniczą.

Feministki narzekają na brak dialogu, ale same takiego nie prowadzą. Powtarzają swoje mantry, nie słuchając nikogo oprócz siebie. Znają na pamięć argumenty strony przeciwnej i wiedzą, że są one mocne, za mocne i zakorzenione w realiach. Popierane przez Kościół, jedyny autorytet moralny dla większości polskich rodzin. 

Cóż więc robić? To pytanie warto wreszcie sobie postawić, jeśli chce się wyjść z tej mniej lub bardziej wygodnej niszy, w której zamykają się nasze „feministki”!

W przeciwnym przypadku manify nadal nie będą wielkie, bez względu na szumne zapowiedzi i poparcie części mainstreamu, która chce i tu wejść do Europy.

                                                       joanna s.

Kalisz zdegradował się sam!

Nikt mu nie pomagał. On sam obiegł wszystkie możliwe media, rozpierając się na fotelach, opowiadał o swoich „zasługach” dla lewicy i o swoich ranach.

Oraz krzyczał, że statut SLD nie pozwala go wyrzucić!

Cóż za głupstwo!. Nie mówię już o tym, ze sam powinien z SLD wystąpić, albo przynajmniej zrezygnować z pełnienia jakichkolwiek funkcji, skoro ma być „pośrednikiem”. Nieważne uznanym przez obie „strony” czy też nie.

Każdy normalny, mający minimalne poczucie godności, człowiek tak by postąpił. Ale nie ten pseudocelebryta, besserwisser i pyszałek, który myśli tylko o sobie, a słucha – pewnie też nie zawsze – tylko Aleksandra Kwaśniewskiego.

Panie Kalisz, jest pan prawnikiem i powinien pan znać ustawę o partiach politycznych. Powinien pan wiedzieć, lepiej niż ktokolwiek inny, że ciała statutowe mogą pana wyrzucić zwykła większością głosów, niezależnie od propozycji sądu partyjnego. Taki jest urok członkostwa w partii, do której wcale nie musi pan należeć, zwłaszcza jeśli angażuje się pan w inicjatywę, której ta partia nie popiera.

Prawnicze besserwisserstwo w tym przypadku się nie sprawdza i kto jak kto, ale pan uważający się za alfę i omegę powinien o tym wiedzieć.

Pewnie chce pan zostać męczennikiem, ale dziś to nie takie proste jak w PRL-u.

                                               joanna s.

Holland , córunia i obrończynie

Nie zagłosuję już na PO, bo to oszuści (nie obstają za ustawą o związkach partnerskich) krzyczała Agnieszka Holland, prowokując znaną i brzydką reakcję Stefana Niesiołowskiego.

Zrobiło się nieciekawie. Ani ona ani on nie nadawali się – moim zdaniem – do obrony.

Tymczasem pani Holland znalazła gorace obrończynie: Kazimiera Szczuka uznała, że to, iż Agnieszka Holland ma swój prywatny interes w waleniu w PO, nadaje jej postawie „wiarygodność”!

Jeszcze żarliwiej broniła reżyserki Agata Bielik-Robson, osoba podobno lewicowa, współpracowniczka „Krytyki Politycznej”, filozofka z PAN. W ostatnich „Wysokich Obcasach”, piętnuje ona (sic!) tzw. wrogość wobec prywaty, która jest – jej zdaniem – schedą po upadłej I Rzeczpospolitej i sejmikującej szlachcie. Uważa ona ponadto, że „tropienie prywaty jest oparte na absolutnym niezrozumieniu współczesnych praktyk demokratycznych”. Cytat dosłowny.

Demokracja – peroruje dalej filozofka – udziela bowiem jednostkom głosu po to przede wszystkim, by te mogły się wypowiedzieć we własnym interesie albo zgodnie z własnym odczuciem!

To się nazywa nie demokracja, ale lobbying, szanowna pani! Agnieszka Holland ma dostęp do mediów, nikt nie ośmiela się jej zwrócić uwagi na niestosowność (łagodnie rzecz ujmując) tego, co mówi oraz na gigantyczną niewspółmierność jej krzywdy i obelg , które miota!

Myślę, że wielu kobietom – poniżanym, bitym, gwałconym, zastraszanym, bez szans na przyzwoite wykształcenie –  dzieje się znacznie większa krzywda niż pani Holland i jej córeczce, ale one nie mają dostępu do mediów, nikt ich nie broni. One nie mają szans lobbować. To w tych tysiacach przypadków naruszane są zasady demokracji i to, co lewica nazywa sprawiedliwością społeczną. Nie wiem, czy którakolwiek z trzech pań kiedykolwiek się z tym zetknęła. Ze zjawiskiem czy też z pojęciem demokracji  i sprawiedliwości w społecznych i obyczajowych warunkach dzisiejszej Polski.

Oto polski „feminizm”! Bardzo smutne.

                                                  joanna s.

Fatalny Gowin,

Niestety Tusk nie wykazał potrzebnej przywódcy odwagi! Egzekucja została odłożona, ale nie odwołana.

Czy premier bardziej przestraszył się Kaczyńskiego, który właśnie ma zamiar przedstawić w Sejmie swego premiera, czy ogólnej sytuacji, zwłaszcza w służbie zdrowia, po absurdalnych działaniach pogotowia ratunkowego. Arłukowicza przecież bronił niedawno jak…

Miał w Gowinie przeciwnika, a teraz ma wroga! Oto co zyskał.

                                                      joanna s.

Przykre to, panie Wałęsa!

Nie musiał się Pan przecież wypowiadać o miejscu dla gejów w parlamencie i w Polsce.

Oczywiście nie musi się Pan wypowiadać na wiele innych tematów. Żeby ludzie nie stracili dla Pana resztek szacunku. Jeśli je jeszcze mają!

Czy każda okazja jest dobra, by gadać głupstwa? Chyba dość już się Pan nagadał.

                                                           joanna s.

Good bye, mister Gowin!

Nareszcie! Nawet Tusk doszedł do wniosku, ze dłużej tak się nie da. Być w PO i u Rydzyka zarazem, to pewna przesada. Poczekam do poniedziałku, ale nie daję żadnych szans realizującemu misję Radia Maryja pyszałkowi i totalnemu amatorowi (któremu biedne lemingi „chcą złamać kręgosłup”) na stanowisku ministra sprawiedliwości. Tyle się nasłuchałam, jaki to intelektualista – subtelny ,wyrafinowany, z wizją i horyzontami po horyzont.Niestety, w rzeczywistości to człowiek bardzo ograniczony i kierujący się wyłącznie swoimi czy radiomaryjnymi urojeniami.

Oczywiście te komplementy pod adresem Gowina to wszystko bzdury i wyraz niedouczenia oraz kompleksów niższości dziennikarskiej gawiedzi, która znalazła sobie wreszcie idola na miejsce pobitego przez Niemców Jana Marii Rokity.

Ale to już było i nie wróci więcej, jak śpiewa Maryla Rodowicz. Nie interesuje mnie specjalnie, co zrobi ze sobą kolejny męczennik, bo z pewnością nic ciekawego.

Jest jeszcze drugi kandydat do podobnego losu. Też zachwycony sobą i swoją polszczyzną, której nie da się już słuchać. Ten, który ma „godzić” Palikota z poniżonymi przez niego kobietami i w ogóle – jako supertowarzyski i rozkoszny robić wspaniałą atmosferę wokół tej żałosnej inicjatywy, z jaką wystąpił ostatnio Aleksander Kwaśniewski.

Dobrze byłoby, by o obu panach już się nie mówiło, bo nie ma o czym!

                                                   joanna s.

Przerażający Longchamps de Berier!

Czy on jest w ogóle chrześcijaninem? Jak facet nie będący ani specjalistą od metody in vitro ani nawet lekarzem ma czelność głosić tak nieopisane androny jak te o jakichś „bruzdach”, dzięki którym lekarze od razu rozpoznają, czy mają do czynienia z dzieckiem”z probówki”, czy poczętym w jedynie dopuszczalnym przez jego Kościół sposób?

Oczywiście są to bzdury rodem z jakiegoś dzikiego  średniowiecza, stygmatyzujące ludzi w sposób przypominąjący walczącego toporem z katarami również duchownego Simona de Montfort! Ale ten przynajmniej przyjął za swoje hasło „Bóg rozpozna swoich!”

U nas rozpoznawać nieswoich mają jacyś lekarze, o czym dowiedzieliśmy się od obłudnie uśmiechniętego duchownego! Co gorsza nikt w Kościele dotychczas się od tych absurdalnych wymysłów nie odciął.

Longchamps de Berier , po jakimś czasie oświadczył, ze może przeprosić tych, którzy „czują się obrażeni jego słowami”. Śpiewka znana już na pamięć, bo kto właściwie miałby się poczuć dotknięty? Przecież nie nasi! A reszta? Kogo to obchodzi?

Przeciw głoszeniu ex cathedra idiotyzmów protestują genetycy, lekarze, specjaliści. I co? I nic!

Kto następny i z czym?

Rozumiem, dlaczego Benedykt XVI uznał się za niezdolnego do kierowania Kościołem katolickim.

                                                           joanna s.

„Niezłomny” Gowin!

chociaż „oni”, czyli Tusk, pedały, lesbijki i inni narkomani chcą mu złamać kręgosłup, łamać kołem, itd.itp. A on trwa przy swoich „heroicznych” poglądach, identycznych jak te panujące u o.Rydzyka.

Bo on, minister sprawiedliwości, uważa, że wszelkie związki, poza małżeństwem (oczywiście najlepiej sakramentalnym) naruszają jego wrażliwe sumienie.

Nieważne, że jego przekonania łamią swobody obywatelskie, zagwarantowane już nawet w katolickiej Hiszpanii. On sam nie widzi, że – jako minister sprawiedliwości – stosuje przemoc symboliczną wobec swoich współobywateli, którzy – nie negując najświętszych form małżeństwa pojmowanego, itd –  pragną móc zawrzeć innego typu związki, uznawane przez państwo!

Najbardziej bulwersujące są jednak nie poglądy samego Gowina, absolutnie zgodne z linią polskiego Kościoła i kleru (bez wyjątku, bez względu na przynależność do tzw. środowisk postępowych czy konserwatywnych), ale to, że on – nieprawnik i niekonstytucjonalista wskakuje na trybunę sejmową i radośnie ogłasza, ze wszystkie projekty ustaw dotyczące związków nie małżeńskich, ale partnerskich są „sprzeczne z konstytucją”!

Gdyby był poważnym ministrem poważnego resortu nigdy niczego takiego by z trybuny sejmowej nie ogłosił w sposób tak ostry i jednoznaczny! Wiadomo przecież, że opinie konstytucjonalistów są w tej kwestii podzielone, a ew. orzeczenie w tej sprawie może wydać tylko Trybunał Konstytucyjny!

Ale najgorsze jest to, że swoim kompletnie nieprzemyślanym i arbitralnym „orzeczeniem” nie dopuścił- nie do przyjęcia któregoś z projektów-  ale nawet do dyskusji nad nimi i kontekstem społecznym , którego są efektem!

I kto tu łamie swobody obywatelskie, ogranicza wolność, zamyka innym usta?

                                             joanna s.

Kwaśniewski oszalał!

Nie mam wątpliwości! Rozumiem, że zawarł z Markiem Siwcem, jakiś czas temu gentelmen’s agreement, że pomoże mu znów wejść do parlamentu europejskiego.

Nie rozumiem, dlaczego wybrał sobie do roli protektora list europejskich faceta, który z europejskimi obyczajami nie ma i nie chce mieć nic wspólnego –  Janusza Palikota, który zrobi wszystko, dosłownie wszystko, by choćby na chwilę zaistnieć w mediach. Nieważne, czy ze świńskim ryjem, z butelką wódki, marihuaną czy Anną Grodzką.

Gdyby jego „działalność publiczna” ograniczała się do takich performansów, jego działalność byłaby, oczywiście, mniej szkodliwa. Ale ten damski bokser, który wprowadził najpierw na listy wyborcze tzw. suwak, czym zachęcił do głosowania na niego feministki, zadał bez najmniejszego skrępowania knockdownowe ciosy „swoim” kobietom: Wandzie Nowickiej i Annie Grodzkiej, obie poniżając i ośmiesząjąc publicznie!

Dobrze się stało, że ta „chamówa” nie przeszła, ale sam lider i jego najbliższe otoczenie, przypadkowa – jak się okazuje – zbieranina różnych nieudaczników – trwała w swoim bezprzykładnym akcie przemocy wobec obu kobiet. Wanda Nowicka przeprosiła za swój niestosowny uczynek, ale Palikot – nie!

Zrobił to dopiero dziś, po ponad trzech tygodniach, przymuszony, na żądanie Jacka Żakowskiego w wywiadzie w TOK FM.

Na czym polega lewicowość Palikota? Nie wiadomo, bo poza związkami partnerskimi, jego „formacja” nie zaprezentowała ani żadnego składnego programu, ani szacunku dla innych, a nawet dla samych siebie!

I z takim chamem liguje się Aleksander Kwaśniewski! Czy dla zdobycia kilku mandatów europejskich dla szefów niezliczonych „lewicowych” mniej lub bardziej kanap poważny polityk może zrobić coś tak absurdalnie szkodliwego? Deklarowana „otwartość”, potępienie „wykluczenia” na tę żałosną okazję w ogóle się nie nadają!

Przeczytałam początek wywiadu-rzeki z Leszkiem Millerem i myślę, że coś w sprawie Kwaśniewskiego się w jakiejś mierze wyjaśniło. Otóż podobno Kwaśniewski fascynował się w różnych sytuacjach życiowych i politycznych rozmaitymi postaciami, np. w latach 90. Włodzimierzem Cimoszewiczem, którego zdanie cenił sobie tak bardzo, że starał się narzucić je całej formacji. Np. w kwestiach tak istotnych jak ta, kto może znaleźć się na liście lewicy (wówczas SDRP, którego C. nie był nawet członkiem), a kto będzie ją „obciążał”. Czyżby Palikot stał się dziś takim mentorem, odnowicielem lewicy?                                              

Środowisko „GW”, raczej liberalno-lewicowe zastanawia się, co zrobić z całym tym fantem. Bo, z jednej strony, niedawno jeszcze pisano tam o kasie od Kulczyka ( za jakieś zasługi przecież!) czy od honorariach za „doradztwo” od kazachskiego dyktatora Nazarbajewa, a teraz b.prezydent zakłada jakąś nową listę (formację?) czyli nie wiadomo co, ale jakby w dobrym kierunku.

Na razie jest trzech panów. Czyli 1 + dwóch przybocznych. Programu oczywiście brak. Ma być jeszcze Ryszard Kalisz, który w imieniu tych trzech machos ma rozmawiać z feministkami.

Ta inicjatywa” oczywiście nie wypali! A winna będzie lewica, która takiego szaleństwa nie poprze, bo poprzeć nie może!!

                                                         joanna s.